na Wielki Kopieniec
(7 października 2010)

Jaszczurówka Dolina Olczyska Polana pod Kopieńcem Wielki Kopieniec Toporowa Cyrhla


otwórz mapkę w nowym oknie

trasa: lekka i łatwa, piękna widokowo
czas (bez odpoczynków): ok. 2-2,5 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 6 km

  zobacz trasę (wizualizacja 3D)

  zobacz profil wysokościowy trasy

W: Po rocznej przerwie jesteśmy wreszcie w górach! I to w trójkę!
V: Ciekawe jak wypadnie górski debiut Krasnoludki?
W: Jeśli pogoda dopisze, możmy pójść do dolin, może zdobędziemy jakiś szczyt reglowy...
V: Gorzej, jeśli będzie zimno i mokro.
W: Rano jest idealna, piękna, jesienna pogoda. Spokojnie, bez pośpiechu pakujemy ekwipunek.
V: Ty będziesz niósł Krasnoludkę i w plecaku nasze rzeczy, ja mój plecak zapakowuję dziecięcymi pieluchami, kremami, zapasowymi ubrankami, kocykami...
W: Dokąd idziemy?
V: Propozycje?
W: Myślę o Dolinie Olczyskiej. Przy takiej pogodzie bez problemu wejdziemy na Kopieniec.
V: Wszyscy troje pakujemy się do samochodu i jedziemy do Jaszczurówki. Parking jest pusty.
W: Smarujemy buzię Krasnoludki grubą warstwą kremu, zakładamy jej czapkę, rękawiczki i instalujemy ją w nosidle.
V: Wyglądacie jak Kangurzyca z Maleństwem .
W: Przynajmniej będzie jej ciepło.
V: Wchodzimy w dolinę. Krasnoludka rozgląda się ciekawie, zaintrygowana szumem potoku.
W: Od wody ciągnie chłodem, ale mając małą z przodu mogę łatwo kontrolować, czy nie jest jej zimno.
V: Idziemy żwawo, jak dawniej. Wkrótce kołysana miarowo w rytm kroków Krasnoludka zasypia.
W: Gorąco mi się zrobiło. Z tyłu plecak, z przodu maluch, nie mam którędy oddawać ciepła.
V: Przynajmniej ją grzejesz.
W: Niestety szybko odczuwam skutki niemożności zapięcia pasa biodrowego - cały ciężar dziecka i plecaka wisi na moich ramionach.
V: Dochodzimy do Polany Olczyskiej.
W: Uff! Odpocznijmy trochę. Z ulgą zrzucam plecak. Mała śpi słodko, więc jej nie ruszam .
V: Po chwili ruszamy dalej, szeroką leśną drogą, pnącą się łagodnie pod górę.
W: Po trzech kwadransach docieramy na skraj Polany pod Kopieńcem. Przed nami ostatnie, całkiem strome podejście.
V: O rany! Słyszysz? Jakaś wycieczka szkolna za nami idzie.
W: Z głębi lasu dobiegają coraz wyraźniejsze głosy rozwrzeszczanej grupy juniorów. Chodź szybko na szczyt, oni na pewno będą tu chwilę odpoczywać.
V: Po kilkunastu minutach nieco zasapani meldujemy się na wierzchołku.
W: Wyjmujemy zdezorientowaną nieco Krasnoludkę z nosidła, siadamy sobie. Pokazuję jej góry, opowiadam . Wiem, że wiele z tego nie zapamięta, ale - jak mawiają - "czym skorupka za młodu nasiąknie..."
V: Oczywiście taki maluch robi furorę wśród okupujących kamienny szczyt turystów - że taka malutka, że taka śliczna...
W: Robimy klka zdjęć , w tym oczywiście nasze wspólne . Wycieczkę już nie tylko słychać, ale i widać.
V: Zwijamy się w momencie, gdy pierwsi gimnazjaliści wdrapują się na szczyt.
W: Wybieramy zejście drugim wariantem szlaku. O dziwo ścieżka jest praktycznie pusta.
V: Sporo poniżej szczytu, w miejcu gdzie ścieżka skręca w kierunku Polany pod Kopieńcem, zatrzymujemy się, bo mała wyraźnie daje znać, że jest głodna. Przewijamy ją sprawnie, a potem Krasnoludka wcina swój posiłek .
W: W końcu posiłek na zielonej trawce dobiega końca i ruszamy w dół. Szlak do Toporowej Cyrhli jest stromy i śliski. Dziś - z małym słodkim balastem - idę o wiele ostrożniej niż zwykle.
V: Po połączeniu ze szlakiem z Psiej Trawki robi się płasko, w końcu ścieżka ustępuje miejsca szerokiemu zagłębieniu. Po chwili las rzednie i wychodzimy na łąkę .
W: Mijamy jakieś zabudowania i polną drogą docieramy do szosy.
V: Zostało pół godziny marszu do Jaszczurówki.
W: Ścinamy serpentyny szosy skrótem, który wyprowadza nas prosto na kaplicę .
V: Chwilę potem pakujemy Krasnoludkę do samochodu. Patrz, na przystanku stoją jacyś ludzie, może ich zabierzemy do Zakopca?
W: Para jest w średnio-starszym wieku, ale od razu widać, że to prawdziwi turyści. Podwozimy ich, umilając sobie czas rozmową. Okazuje się, że na stałe mieszkają w Austrii, a w Zakopanem mają mieszkanie, do którego przyjeżdżają na lato. Aż dziwne - mają Alpy pod nosem, a przyjeżdżają w Tatry!
V: Wracamy do domu, zadowoleni.
W: Pierwsza wycieczka z Krasnoludką przebiegła bez komplikacji.

PS: V: Po obiedzie i krótkim odpoczynku stwierdzamy, że jeszcze zostało mnóstwo czasu do wieczora, a pogoda jest tak ładna, że aż szkoda siedzieć w domu.
W: Ubieramy małą ciepło, pakujemy ją do wózka i ruszamy asfaltową drogą na Butorowy Wierch.
V: Wpadamy na świetny pomysł, żeby ściąć zakosy szosy skrótem, który według naszej mapy jest całkiem przyzwoitą drogą lokalną. Niestety, po kilkuset metrach zamiast asfaltu pojawia się żwir i ażurowe betonowe płyty. Po takiej nawierzchni, do tego stromej nie da się po prostu jechać wózkiem; koniec końców musimy go nieść, klnąc na czym świat stoi.
W: Trzeba było iść normalną drogą, a nie kombinować!
V: Z ulgą witamy asfalt i już bez przygód docieramy na Butorowy Wierch.
W: Co teraz?
V: Chodźmy kawałek grzbietem.
W: Przy górnej stacji wyciągu na Szymaszkową siadamy, wypijamy coś złocistego , robimy zdjęcia popołudniowej panoramy (panorama patrz >> tu) .
V: Robi się chłodno. Krasnoludka ma czerwony nosek i zmarznięte łapki. Wracajmy.
W: Tym razem grzecznie trzymamy się głównej drogi. W dół wózek jedzie sam, jest nam tak przyjemnie, że fundujemy sobie z kilometr biegu.
V: Ale fajnie!
W: W domu wskakujemy wszyscy troje pod kołdrę, żeby się ogrzać.
V: Mała tak się dotleniła, że w nocy co godzinę podjada.

by v&w

powrót do listy tras