na Jałowiecką Przełęcz
(25 czerwca 2009)

wylot Doliny Żarskiej (Žiarska dolina) Dolina Żarska (Žiarska dolina) Schronisko Żarskie (Žiarska chata) Jałowiecka Przełęcz (Jalovecké sedlo/Jalovské sedlo) (powrót tą samą trasą)


otwórz mapkę w nowym oknie

trasa: łatwa, bez trudności technicznych
czas (bez odpoczynków): ok. 5 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 14,5 km

  zobacz trasę (wizualizacja 3D)

  zobacz profil wysokościowy trasy

V: Co robimy dzisiaj? Jest całkiem ładnie.
W: Może część grani Rohaczy, przez Banówkę i Trzy Kopy? Musimy pojechać do Doliny Żarskiej. Tam jest jedyne schronisko w słowackich Tatrach Zachodnich.
V: Jedziemy przez otulony gęstą mgłą Liptowski Mikulasz. No co się porobiło z tą pogodą?
W: Przejeżdżamy przez bardzo słowackie, obrzydliwe blokowisko, wyjeżdżamy z miasta. Mijamy malownicze Smreczany i Żiar.
V: Ładne, zadbane, typowo turystyczne wsie - mnóstwo privatów i penzionów. No i widać góry.
W: No tak, przecież Mikulasz leży w kotlinie.
V: Dojeżdżamy do dużego, prawie pustego parkingu, płacimy 3 euro i ruszamy w górę asfaltową drogą.
W: Z prawej piętrzy się masyw Barańca .
V: Docieramy lesistą drogą do miejsca, gdzie w lewo odchodzi niebieski szlak. Stojąca obok tabliczka sugeruje, by iść właśnie nim, bo "na ceste sa pracuje". Co robimy?
W: Ja bym poszedł drogą, będzie wygodniej. Widzisz tu jakieś roboty?
V: Masz rację.
W: Co jakiś czas na asfalcie wymalowane są liczby oznaczające dystans do końca trasy dla kolobežek. Droga zawija się ciasną pętlą dookoła dwóch domów; powyżej dochodzi z boku jęzor starej lawiny - parujący, brudny, zlodowaciały śnieg, przykryty resztkami lasu . Kawałek dalej kolejny. I jeszcze jeden . Wyżej las rzednie i naszym oczom ukazuje się górna część doliny. Stajemy jak wryci .
V: O Boże! Co tu się stało?! Cała dolina jest właściwie jednym wielkim lawiniskiem. Dno pokrywa warstwa zmiażdżonego lasu przemieszanego ze starym śniegiem - grube pnie połamane jak jakieś patyczki! Stoki miejcami wydarte są do gołej ziemi.
W: Droga jest w miarę oczyszczona, pnie są poprzecinane i odciągnięte na boki.
V: Idziemy jak w tunelu przez to cmentarzysko . W pewnej chwili droga przekracza potok, płynący dnem doliny. W tym miejscu był betonowy mostek. Był, bo teraz jego resztki leżą gdzieś z boku; przez potok przerzucona jest prowizoryczna kładka. Ściany lawiniskowego tunelu mają tu ze cztery metry wysokości, sterczą z nich fragmenty drzew, ciągnie wyraźnym chłodem. Wrażenie jest piorunujące .
W: Nie wyobrażam sobie, jak potężna musiała być lawina, która zniszczyła całą dolinę. Niesamowite.
V: Zszokowani idziemy dalej w stronę widocznego już schroniska.
W: Teraz droga idzie wierzchem lawiniska. Im wyżej jesteśmy, tym lepiej można ocenić skalę zniszczeń.
V: Las otaczający schronisko praktycznie przestał istnieć, ale sam budynek o dziwo jest nietknięty .
W: Ale już budyneczkowi gospodarczemu się dostało, patrz, dach leży tam w dole.
V: Wdrapujemy się na górne piętro wielkie werandy Żarskiej Chaty. Schronisko jest ładne, przestronne, typowo górskie.
W: Siadamy, odpędzając chmary natrętnych much i zastanawiając się nad dalszą marszrutą.
V: Ależ parno!
W: Decydujemy się na trasę przez Przełęcz Jałowiecką na Banówkę. Jeśli będzie nam się szło dobrze, przejdziemy całą grań Trzech Kop i wrócimy przez Żarską Przełęcz.
V: Bez ociągania się wyruszamy. Tuż powyżej schroniska jest symboliczny cmentarz ofiar gór: na porozrzucanych w trawie kamieniach mnóstwo małych tabliczek z nazwiskami, miejscami i datami śmierci .
W: Wyżej szlak biegnie drobnymi zakosami dnem żlebu, mijając malowniczy wodospadzik , a później dość stromym zboczem.
V: Zaraz mnie szlag trafi z tymi muchami!
W: Z dołu doliny podpływają chmury. Wkrótce widoczność spada do kilkunastu metrów.
V: Czuję narastający niepokój. Jakaś dziwna jest ta pogoda: lepki zaduch, wygłuszająca wszystko mgła i jeszcze te wszedobylskie muchy. Nieswojo mi.
W: Chwilę potem wychodzimy powyżej warstwy mgły, nachylenie stoku łagodnieje i wyłania się przełęcz .
V: Cholerne muchy!...
W: Stajemy na trawiastym, szerokim siodle . Wieje, dzięki czemu robi się rześko i upiorne owady dokuczają nieco mniej. Co teraz?
V: Słyszysz? Zagrzmiało!
W: Nie, zdawało ci się. Pogoda wprawdzie wygląda, jakby zbierało się na deszcz, ale burzy raczej nie będzie.
V: Znowu!
W: Tym razem i ja słyszę przytłumiony pomruk, dobiegający z północy, zza głównej grani, a wiatr wieje w naszą stronę. W krótkim czasie ta burza będzie nad nami. Nie ma co głupio ryzykować. Wracamy.
V: Robi się ciemno, szaro i ponuro, grzmi coraz wyraźniej. Muchy gdzieś znikły. Na powrót zanurzamy się we mgle.
W: Tuż pod przełęczą mijamy się z parą turystów. Kawałek niżej mgłę odwiewa. Dopiero stąd można w pełni zobaczyć siłę i zasięg lawiny . Wstrząsające...
V: W schronisku zjadamy ze smakiem vyprážaný syr i placek po zbójnicku.
W: Tym razem zawróciliśmy we właściwym momencie: w chwili, gdy zabieramy się do jedzenia, zaczyna porzadnie lać. Pośpiesznie ewakuujemy się z werandy schroniska do wnętrza. Za oknami szaleje burza. Nie chciałbym być teraz na grani.
V: Grzmoty ustają krótko po tym, jak kończymy konsumpcję. Deszcz leje nadal i nic nie zapowiada, by miał przestać.
W: Trudno, trzeba iść. Będziemy tak siedzieć do jutra?
V: Zrezygnowani opatulamy się kurtkami i wchodzimy w ulewę, która na nasze szczęście szybko przechodzi.
W: Przejaśnia się, ale okoliczne szczyty nadal pozostają ukryte w chmurach.
V: Idziemy w dół doliną, jescze raz podziwiając efekt działania zimowego żywiołu .
W: Przecież gdyby ktokolwiek wtedy tutaj był, nie miałby najmniejszych szans na przeżycie.
V: Dumamy chwilę nad naszą bezbronnością wobec sił przyrody.
W: Daje do myślenia.
V: Bardziej refleksyjni niż zwykle zmierzamy w stronę parkingu, wsiadamy do samochodu i wracamy do Pribiliny.

PS 1: V: Po powrocie i krótkim odpoczynku wybieramy się na zwiedzania naszego "kurortu".
W: Wieś ma ciekawy układ działek; posesje są wąskie i długie, przez co zabudowa wzdłuż uliczek jest bardzo ciasna , podczas gdy za domami jest sporo miejsca. Uderza nas duża liczba ludności romskiej.
V: Ale najbardziej zaskakującą rzeczą są "szczekaczki", wiszące na prawie każdej latarni . Co ciekawe, działają! Z "tub propagandy" rozbrzmiewa muzyka, wiadomości, lokalne "ogłoszenia parafialne".
W: Na koniec wycieczki zaglądamy jeszcze na cmentarz i wracamy, bo od strony Tatr nadciąga potężna burza .
V: Zdążamy w porę. Burza rozszalała się na dobre, bijąc piorunami po szczytach gór. Leje prawie do rana.

PS 2: W: W wyniku lawiny, która zeszła w Dolinie Żarskiej 25 marca 2009, nikt nie ucierpiał. Ze względu na jej rozmiary została nazwana "Lawiną stulecia". Czoło lawiny było wysokie na 30 metrów...

by v&w

powrót do listy tras