do Doliny Pięciu Stawów Polskich - zimą
(10 lutego 2009)

Palenica Białczańska - Wodogrzmoty Mickiewicza Dolina Roztoki Dolina Pięciu Stawów Polskich (powrót tą samą trasą)


otwórz mapkę w nowym oknie

trasa: niezbyt długa, w gorszych warunkach wymagająca zimowego sprzętu (raki, czekan), miejscami zagrożona lawinowo
czas (bez odpoczynków): ok. 6 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 13,5 km

  zobacz trasę (wizualizacja 3D)

  zobacz profil wysokościowy trasy

W: Wstawaj! Patrz, jaka piękna pogoda!
V: Za oknem cudnie: biało od śniegu i bezchmurne niebo, zaróżowione od wschodzącego słońca.
W: Może przy takiej pogodzie uda się zdobyć jakiś szczyt? Podejdźmy do "Piątki" i spróbujmy wejść na Kozi albo Zawrat.
V: Jedziemy do dworca, wsiadamy do pustego busa do Palenicy. Ciekawe, ile będziemy czekać, aż się zapełni?
W: Na szczęście kierowca rusza zgodnie z rozkładem; oprócz nas jest jeszcze dwoje pasażerów. Dojeżdżamy na puściutki parking w Palenicy.
V: Ależ ziąb! Jest z minus piętnaście stopni. Ruszamy żwawym krokiem, mimo to trudno się rozgrzać, zwłaszcza że co i rusz za kołnierz sypią się szpileczki śnieżnego pyłu z drzew.
W: Ale za to jak pięknie widać szczyty!
V: Przy Wodogrzmotach zakładamy stuptuty i raki. Ścieżka w górę Doliny Roztoki jest na szczęście przedeptana, ale zmrożona.
W: Bez raków szło by się fatalnie.
V: Nie ociągając się idziemy po trzeszczącym śniegu.
W: Z Nowej Roztoki na tle błękitnego nieba pięknie widać ośnieżony masyw Koziego Wierchu .
V: Ślicznie!
W: Ale popatrz, jak tam wieje.
V: Rzeczywiście, ze zboczy podrywają się całe tumany białego puchu.
W: Tu na dole wiatr jest ledwo odczuwalny, ale co będzie wyżej... zobaczymy.
V: Kończy się las, zaczyna się podejście na próg Doliny Pięciu Stawów .
W: Idziemy zimowym wariantem ścieżki; przed Silkawą odbijamy w lewo. Tu wskazane są juz czekany.
V: Mozolnie pniemy się stromym zboczem . Wiatr przybiera na sile.
W: Cholera, musi wiać w twarz?!
V: Przed nami idzie na nartach para turystów; zamiast nieść plecaki na plecach, ciągną je za sobą na małych "tobogankach". Niegłupi patent.
W: Wieje coraz mocniej. Ciężko iść inaczej niż bokiem.
V: Ale widoki wokół przepiękne.
W: Dochodzimy wreszcie do miejsca, gdzie stromizna łagodnieje, przechodząć w prawie płaski kocioł . Na przełamaniu zbocza nawiana jest potężna zaspa. Zapadam się w niej po pachy, mimo że idę po czyichś śladach.
V: Powyżej zaspy śniegu jest mniej, a szlak wyznakowany jest tyczkami. Wiatr sypie w twarz mroźnym białym pyłem ; trudno to wytrzymać mimo zapiętych po oczy kapturów.
W: Dalej ścieżka się obniża, stąd widać zupełnie płaskie powierzchnie w dolinie - zamarznięte i zasypane śniegiem stawy . Poczekaj tu na mnie. Wejdę na tę bulę i zrobię kilka zdjęć.
V: Wspinasz się na niewielkie wzniesienie. Ja w tym czasie chłonę widoki. Na tle jadowicie niebieskiego nieba wyraziście odcinają się białe kształty gór. Pokrywający wszystko idealną warstwą śnieg skrzy się milionami słonecznych odbić. Iście arktyczna sceneria .
W: Z buli widać całą dolinę. Robię pełną panoramę (panorama patrz >> tu). Wiatr jest tu tak dotkliwy, że błyskawicznie tracę czucie w palcach. Chowam szybko aparat i schodzę do ciebie.
V: Chodźmy do schroniska, bo zamarzniemy.
W: Z ulgą wchodzimy do ciepłego wnętrza. Pustka. Oprócz nas w jadalni są raptem dwie osoby.
V: Zamawiamy legedarną szarlotkę i nad jej olbrzymimi porcjami zastanawiamy się, co dalej .
W: Pogoda za oknem wygląda z minuty na minutę coraz gorzej: przez grań od strony Słowacji przelewają się gęste chmury. No nic, podejdźmy chociaż do odejścia szlaku na Kozi.
V: Na werandzie schroniska uderza w nas lodowaty huragan. Ręce grabieją nawet w rękawiczkach. Z trudem dopinamy raki.
W: To, co przyszło znad Słowacji, to nie chmura - to kłęby śnieżnego pyłu poderwane wiatrem. Widoczność gwałtownie spada. Ziąb jak cholera. Nie ma mowy, by w tych warunkach iść gdziekolwiek wyżej.
V: Trzeba spadać stąd jak najszybciej, bo jeszcze chwila i będzemy musieli zostać w schronisku. Robimy sobie zdjęcie i żwawo ruszamy w drogę powrotną.
W: Z początku idzie się całkiem znośnie, bo teraz porywisty wiatr wieje nam w plecy.
V: Gorzej robi się za zaspą, na stromym zboczu: idziemy ostrożnie w osypującym się śniegu, asekurując się czekanami , do tego wiatr wieje teraz z boku, sypiąc lodowym prysznicem po twarzach. Neoprenowa maska trochę pomaga, ale i tak nie jest przyjemnie.
W: Na szczęście niżej staje się to mniej dokuczliwe. Decyduję się nawet wyjąć aparat.
V: Kolejno mijamy się z pochodzącymi ludźmi .
W: Jeden chłopak dosłownie czogający się pod górę, bez raków, za to z "czekanem ekologicznym", czyli kawałkiem korzenia kosówki. Potem cała rodzinka w dźinsach. Jak wyżej, pytają. Mówimy, że kiepsko, że wieje i pogoda pogarsza się. Damy radę! - uśmiechają się beztrosko.
V: I dużo niżej, już na granicy lasu jeszcze jeden turysta w cienkich mokasynach, ale on usłyszawszy, że warunki są "nie bardzo", odrzekł, że podejdzie jeszcze kawałek i "się zobaczy".
W: Z Nowej Roztoki nie widać kompletnie nic. Jakiż kontrast w porównaniu do pięknego poranka!
V: Idziemy smętnie przez las. Tak się ładnie zapowiadało, a zrobiło się szaro i ponuro.
W: I nigdzie nie udało się wejść.
V: Chociaż dla tego porannego widoku doliny warto było iść.
W: Pewnie, ale ostrzyłem sobie zęby na coś więcej.
V: Przy Wodogrzmotach odpinamy raki i maszerujemy do Palenicy.

PS: W: A wieczorem znów zaczęło sypać...

by v&w

powrót do listy tras