przez Czerwoną Ławkę
(19 lipca 2008)

Stary Smokowiec (Starý Smokovec) - Hrebienok (Hrebienok) Polana Staroleśna (Starolesnianska poľana) Schronisko Zamkovskiego (Zamkovského chata) Dolina Zimnej Wody (Malá Studená dolina) Dolina Pięciu Stawów Spiskich (Kotlina Piatich Spišských plies) Dolinka Lodowa (Ľadová kotlina) Czerwona Ławka(Precne sedlo) Dolina Staroleśna (Veľká Studená dolina) Zbójnicka Chata(Zbojnícka chata) Polana Staroleśna (Starolesnianska poľana) Hrebienok (Hrebienok) - Stary Smokowiec (Starý Smokovec)


otwórz mapkę w nowym oknie

trasa: męcząca, wejście na Czerwoną Ławkę mocno eksponowane (może być trudne dla osób z lękiem wysokości), ubezpieczone łańcuchami
czas (bez odpoczynków): ok. 8 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 20 km

  zobacz trasę (wizualizacja 3D)

  zobacz profil wysokościowy trasy

W: Przyjechaliśmy wczoraj późnym wieczorem. Z powodu remontów dróg i korków jechaliśmy z Warszawy aż osiem godzin.
V: Na koniec wymyśliliśmy, żeby ominąć wahadłowy ruch w okolicach Jordanowa i pojechaliśmy przez Zawoję i przełęcz Krowiarki.
W: Wstajemy o piątej, pakujemy się i jedziemy do Smokowca. Pogoda zapowiada się ładna, jadąc podziwiamy Łomnicę w promieniach porannego słońca .
V: O siódmej zostawiamy samochód na parkingu i pędzimy do lanovki na Hrebienok.
W: Niestety okazuje się, że z powodu awarii kolejka nie kursuje. Wraz z gromadą innych turystów ruszamy w górę piechotą.
V: Z początku idziemy dawnym szlakiem, nierównym i kamienistym. Szybko się irytujemy i przedzieramy się przez zarośla w stronę asfaltówki, po drodze przełażąc przez dwumetrowy kamienny murek.
W: Słońce coraz wyżej , robi się gorąco; na szczęście nie jest parno.
V: Po czterdziestu minutach marszu docieramy do Hrebienoka. W dole - w miejscu gdzie zwykle widać Poprad - rozpościera się białe morze gęstej mgły .
W: Nad szczytami zaczynają pojawiać się pierwsze chmury.
V: Smarujemy się kremem z filtrem i ruszamy w stronę Magistrali.
W: Wydaje nam się, że szlak jest odnowiony. Mijamy rozstaj szlaków nad Hupackami.
V: Zatrzymujemy się przy potoku, robię całą serię zdjęć płynącej wody .
W: Kawałek dalej, przy Wielkim Wodospadzie, kolejna sesja. Dalej dziemy raźno, zatrzymując się w miejscu, skąd widać Dolinę Staroleśną. Pogoda chyba się psuje, Sławkowski Szczyt schował się w chmurach.
V: Przy Chacie Zamkowskiego robimy krótki odpoczynek, przysiadając na werandzie, pomiędzy innymi turystami.
W: Posileni czekoladą, ruszamy dalej.
V: Wkrótce las się kończy i oczom naszym ukazuje się Dolina Zimnej Wody w całej okazałości . Otaczające ją szczyty chowają się w chmurach.
W: Pogoda w górach jest denerwująca - w ciągu godziny potrafi się diametralnie zmienić. Mam nadzieję, że nie będzie padać.
V: Płynący dnem doliny potok tworzy malownicze rozlewiska, przyozdobione łanami różnokolorowych kwiatów. Piękne! Trochę przypomina kvetnicę w Dolinie Wielickiej .
W: A zimą szliśmy dokładnie nad korytem potoku i potem na wprost na próg. Letni wariant szlaku przebiega nieco wyżej, trawersując próg.
V: Stój! Na strzelistych turniach masywu Łomnicy rozpraszają się słoneczne promienie .
W: Piękny widok.
V: Dogania nas kilkunastoosobowa grupa - jakaś miedzynarodowa wycieczka. Wyprzedzają nas, lecz po chwili przystają na odpoczynek, więc znowu jesteśmy przed nimi. Zatrzymujemy się jednak przy spływającym z góry potoku, żeby się napić, więc znów zostajemy w tyle. Wzajemne wyprzedzanie powtarza się kilka razy na całym podejściu pod próg, w końcu przystajemy i czekamy, aż odddalą się kawałek.
W: Pogoda wyraźnie się psuje - ogarnia nas coraz gęstsza mgła, zaczyna mżyć. Do schroniska jest bliziutko, ale co dalej? W deszczu i mgle nie będziemy się pchać na Czerwoną Ławkę. Ale też nie chciałbym skończyć wycieczki na Terince.
V: Szczelnie opatulona kurktką, brnę pod górę. Wiem, że to już ostatnie metry, ale nadal nic nie widzę.
W: Zaczyna lać deszcz. Cholera by wzięła tę pogodę!
V: Nagle, dosłownie dziesięć metrów przede mną z mgły wyłania się kamienna bryła schroniska. Wbiegamy na werandę i po chwili siedzimy w ciepłej i zapchanej jadalni.
W: Zamawiamy po misce cesnakovej polievki. Mam nadzieję, że ten deszcz szybko minie.
V: Smętnie wpatrujemy się w białą mgłę za oknami.
W: Czekaj, może szyby są zaparowane?
V: Pójdę na rekonesans.
W: Wracasz z uśmiechem. Nie jest źle, mówisz. Wychodzę na werandę. Nie pada, mgły się rozwiewają . Nie ma na co czekać, ruszamy.
V: Kluczymy między mutonami, przechodzimy po kamieniach przez wodę i zaczynamy piąć się na grzbiet oddzielający Dolinkę Lodową .
W: Podejście jest meczące. Wreszcie ukazuje się rozstaj szlaków. Po chwili zatrzymujemy się przy krzywej tabliczce .
V: W żlebie aż pod Czerwoną Ławkę leży długi jęzor śniegu; mam nadzieję, że nie będziemy musieli po nim iść, bo nie mamy żadnego zimowego sprzętu. O, patrz! Poprawiają szlak na Lodową Przełęcz. Widać drewniane umocnienia ścieżki, a poniżej stos budulca.
W: Za nami idzie kilkanaście osób, przed nami tylko jeden turysta. Idete na Precne Sedlo?, pyta. Ano, ideme. Po kilku zakosach ścieżki po piargu docieramy do płata śniegu . Na szczęście trzeba przejść po nim tylko kilka metrów.
V: Dalej jest juz skalna ściana, a na niej łańcuchy. Pierwszy z nich jest jednak urwany. Próbuję wspiąć się po skale, ale akurat w tym miejscu jest gładko i nie ma gdzie oprzeć stóp.
W: Obejdź po śniegu.
V: Ostrożnie stawiając stopy podchodzę kilka kroków wyżej i docieram do kolejnego, tym razem solidnie zamocowanego łańcucha.
W: Przypinamy kijki do plecaka. Idziesz pierwsza?
V: Tak. Przed nami idzie para Słowaków, za nami ustawiła się już kolejka do łańcuchów.
W: Zaczynamy wspinaczkę. Skała jest bogato urzeźbiona i sztuczne ułatwienia są praktycznie niepotrzebne . Zaskaują odległości pomiedzy kotwami - poszczególne odcinki łańcuchów mają nawet po kilkanaście metrów.
V: Idący przed nami turyści nie czują się zbyt pewnie - idą dość wolno, kurczowo trzymając się łańcuchów, więc co chwila z konieczności przystajemy, rozglądając się dookoła.
W: Nasłuchaliśmy się o rzekomo straszliwej ekspozycji na tym szlaku, ale jak dotąd przepaści nie robią na nas jakiegoś szczególnego wrażenia. Ot, skalne zbocze o nachyleniu niewiele większym niż czterdzieści pięć stopni .
V: Słowaczka pokazuje coś swojemu partnerowi, krzywiąc się z obrzydzeniem. Ojoj, ale kogoś przypiliło! Fuj! Uważaj, nie wdepnij.
W: Widzę.
V: Cholera! Ubrudziłam sobie spodnie. Bleeee!...
W: Dowipkujemy z idącymi za nami Polakami coś o "skutkach strachu". Jeszcze kilka metrów do góry, krótki trawersik i stajemy w wąziutkim wcięciu przełęczy. Nie możemy tu się zatrzymać na dłużej, bo blokujemy idących za nami.
V: Pstrykasz ekspresową panoramę w kierunku Doliny Staroleśnej (panorama patrz >> tu).
W: W drugą stronę niewiele widać - Dolina Pięciu Stawów Spiskich tonie we mgle.
V: Prosimy idących za nami Polaków o zrobienie nam zdjęcia . Odwdzięczamy się tym samym .
W: Zejdźmy niżej, blokujemy ruch. Już rozumiem, dlaczego ten szlak jest jednokierunkowy. Nie wyobrażam sobie mijania się na tych łańcuchach.
V: Schodzimy zakosami po sypkim piargu . W miejscu, gdzie zaczyna się normalna ścieżka, zatrzymujemy się na chwilę.
W: Czerwona Ławka widziana stąd nie robi już takiego wrażenia, jak z drugiej strony.
V: Przed nami rospościera się ponury, dziki krajobraz: wielkie mutony, zasłane rumowiskiem skalnych odłamów, z rzadka tylko upstrzonych kępkami trawy. Piękne.
W: Imponujące. Jak Islandia . A tam po prawej Ostry Szczyt - jedna ze słynnych taternickich ścian.
V: Potężne czarne ściany piętrzą się złowrogo . Naprawdę robią wrażenie.
W: Ścieżka kluczy między kamieniami, momentami trudno zorientować się, którędy przebiega.
V: Przed nami na dużej morenie stoi Zbójnicka Chata, całkiem blisko, niestety dzieli nas od niej szeroka polodowcowa niecka, schodząca w dół Doliny Staroleśnej. Nasza ścieżka obchodzi zagłębienie, biegnąc tuż pod ścianami Jaworowych Szczytów.
W: W końcu skręcamy w kierunku schroniska. Przekraczamy szeroki płat śniegu , mijając z ludźmi idącymi w przeciwną stronę.
V: Przecież to szlak jednokierunkowy!
W: Tutaj nie ma to aż takiego znaczenia. Problem będzie na samej przełęczy i zejściu.
V: Mijamy kilka malowniczych jeziorek. Na tle jednego z nich robisz mi zdjęcia .
W: Spoglądam tęsknym wzrokiem w kierunku skalnej "buli" - byłby z niej świetny widok na całą dolinę, mógłbym zrobić ładną panoramę... W końcu jednak rezygnuję, zadawalając się mniejszym wzniesieniem tuż przy schronisku.
V: Robisz swoją panoramę, ja podchodzę już do stolików. Siadamy na werandzie, otoczeni różnojęzycznym gwarem.
W: Zamów obiadek. Pora na kolejny tatrzański przysmak.
V: Wkrótce zajadamy się vyprazanym syrem s ziemiakami a tatarskou omackou, popijając bylinkovym cajem.
W: Na ścianie wisi wielka tablica zona bluetooth. No proszę. Nawet tutaj docierają nowe technologie.
V: Najedzeni i zadowoleni, ruszamy w dół.
W: Wspominamy zeszłoroczne spotkanie ze świstakami.
V: Nadaremnie wypatrujemy między kamieniami puszystych zwierzątek. Szkoda...
W: Mijamy podłużny staw ; za nim zaczyna się bardziej stroma część zejścia - do polodowcowej niecki, dokładnie naprzeciw Strzeleckich Pól . Wyprzedza nas pędzący w dół nosic. No tak, w sumie niesie "tylko" pustą beczkę po piwie i trochę śmieci. Nic dziwnego, że niemal biegnie .
V: Kawałek niżej mijają nas kolejni górscy tragarze, tym razem idący pod górę. Ci mają pełne obciążenie.
W: Nieodmiennie robi to na nas wielkie wrażenie. W każdym ich kroku widać wielkie skupienie i wysiłek, ale idą uparcie, równym tempem w górę.
V: W końcu przechodzimy na drugą stronę potoku i schodzimy wzdłuż szumiącej kaskady wodospadów. Robię mnóstwo zdjęć rozbryzgującej się w blasku popołudniowego słońca wody .
W: Pogoda znowu zaczyna się psuć - z góry doliny spływają coraz ciemniejsze chmury.
V: Wokół ścieżki pojawia się kolejno kosodrzewina, jarzębiny, wreszcie świerki. Zaczyna padać.
W: Nie zakładam kurtki, na pewno zaraz będę ją zdejmował. Zresztą w lesie będzie padać mniej.
V: Ja nie lubię moknąć. Ty po chwili też kapitulujesz, klnąć na "cholerną pogodę".
W: Oczywiście w lesie zaczynam się grzać. To bez sensu - idąc w kurtce i gotując się jestem równie mokry, co moknąć bez niej na deszczu.
V: Po dłuższej chwili dochodzimy do skrzyżowania z Magistralą. Zatoczyliśmy pełne koło.
W: Został ostani odcinek. Gdy docieramy do Hrebienoka, właściwie już nie pada. W dole - w miejscu porannego morza mgieł - pięknie widać Poprad .
V: Ruszamy asfaltówką w dół. Wkrótce żałujemy, że nie poczekaliśmy na kolobezki - co chwila mijają nas z gwizdem i wyciem hamulców pędzący na nich ludzie.
W: Wreszcie docieramy do Smokowca. Wydajemy większość pozostałych koron, bo od stycznia i tak nie będzie z nich żadnego pożytku. Wsiadamy do samochodu i ruszamy w stronę granicy.
V: Jak będą jacyś autostopowicze, to ich weźmiemy.
W: Pewnie. W październiku ktoś mnie bezinteresownie zawiózł do samego Zakopanego, bardzo ułatwiając mi wtedy życie.
V: Mijamy Kieżmarską Białą Wodę. Zatrzymaj się, ktoś stoi i macha.
W: Para młodych Słowaków. Chcą jechać do Ździaru. Wsiadają. Zaczynamy rozmawiać po słowacku. Dla nas to wspaniałe ćwiczenie języka.
V: Na pogawędce droga szybko mija. Wkrótce wysiadają, dziękując nam za podwiezienie.
W: Będą mieli co opowiadać - w ich własnym kraju podwożą ich Polacy, na dodatek mówiący w ich języku.
V: Przez Łysą Polanę i i drogą Balzera docieramy do Zakopanego.
W: Fajna wycieczka.
V: To co, jutro Bystra?
W: W końcu można już legalnie.

by v&w

powrót do listy tras