na Giewont
(21 września 2007)

Stare Krzeptówki - Droga pod Reglami Dolina Strążyska Przełęcz w Grzybowcu Wyżnia Przełęcz Kondracka Giewont Przełęcz Kondracka Dolina Kondratowa Kalatówki Kuźnice


otwórz mapkę w nowym oknie

trasa: wspaniała widokowo, krótka, przy dobrej pogodzie bez trudności
czas (bez odpoczynków): ok. 5-6 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 12,5 km

  zobacz trasę (wizualizacja 3D)

  zobacz profil wysokościowy trasy

W: Wyjeżdżamy z Warszawy nad ranem, jeszcze ciemno.
V: Im dalej na południe, tym ładniejsza pogoda. Z Jordanowa pięknie widać Tatry.
W: Czerwone Wierchy są zupełnie białe!
V: O jedenastej jesteśmy na miejscu.
W: Próbuję umówić się telefonicznie z moimi dwoma kumplami, którzy od kilku dni bawią w Zakopanem. W końcu ustalamy, że spotkamy się wieczorem w jakiejś knajpie.
V: Wypakowujemy rzeczy, wcinamy chińską zupkę i dopijamy resztki kawy z termosu.
W: Planowaliśmy na dziś Dolinę Lejową... ale to wycieczka na raptem trzy godziny.
V: Szkoda dnia.
W: A może tak... Giewont?
V: Czemu nie? Po dolinkach pochodzimy sobie zimą.
W: Możemy pójść przez Strążyską, tamtędy jeszcze nie szliśmy.
V: Pakujemy plecaki i wyruszamy. Pogoda jest piękna: słonecznie , rześko, idealna przejrzystość powietrza. Las powyżej Drogi pod Reglami mieni się wszyskimi odcieniami czerwieni i złota.
W: W Dolinie Strążyskiej zaskakująco mało ludzi.
V: Stój! Patrz! Salamandra!
W: W poprzek drogi majestatycznie kroczy lśniący, czarno-żółty płaz. Pierwszy raz w życiu widzę salamndrę na żywo.
V: Śliczna! Pstrykam całą serię zdjęć .
W: Salamandra w końcu znika w zaroślach obok ścieżki. Ruszamy dalej.
V: Taka sobie ta dolina. Za Bramką mi sie bardziej podobała.
W: Wkrótce dochodzimy do Polany Strążyskiej . Nie zatrzymując się skręcamy w stronę Przełęczy w Grzybowcu.
V: Z początku ścieżka biegnie prawie płasko, ale potem zaczyna piąć się stromo pod górę. Ślizgamy się po wilgotnych kamieniach.
W: Pamiętasz, jak szlismy tędy zimą?
V: Właściwie zjeżdżaliśmy w dół, zapadając się w śniegu po pas.
W: W pewnej chwili wyprzedza nas turysta ubrany dość "cepersko", ale za to z profesjonalnym czekanem przytroczonym do mikroskopijnego plecaczka.
V: Ciekawe, gdzie go ma zamiar używać?
W: No ciekawe... Na przełęczy zjadamy po batoniku. Ruszamy dalej pod górę. Wkrótce wychodzimy ponad las.
V: Oczom naszym ukazuje się strzelisty Giewont i przyprószone śniegiem Czerwone Wierchy .
W: Złota polska jesień w całej okazałości. A mówili, że w górach zima.
V: Gdzie z Doliny Małej Łąki słychać głośne porykiwania. Zamieramy na chwilę. Pierwsza myśl: niedźwiedź!
Yyyyyyyyy!
W: Nie, to chyba jelenie. Mają teraz rykowisko. Zresztą te ryki przypominają krowie.
V: Na pierwszych skałkach mijamy się ze sporą grupą turystów.
W: Jakaś wycieczka "zakładowa". Informują nas, jaki to straszny kawał drogi pod okropnie stromą górę nas czeka. Mrugamy do siebie i dziękujemy za informację.
V: Przekraczamy skalne żeberko. Dalej ścieżka biegnie łagodnie pod ścianami Małego Giewontu .
W: Pierwszy docieram na przełęcz Siodło. Wkrótce pijemy herbatę i spoglądamy na ściany Głazistego Żlebu.
V: Tędy szliśmy zimą. A należałoby raczej tam, gdzie rośnie kosówka.
W: Analizujemy jeszcze przez chwilę, starając się zapamiętać topografię, na wypadek kolejnej zimowej wycieczki.
V: Ruszamy dalej i po kilku minutach docieramy na Wyżnią Przełęcz Kondracką. Nie zatrzymując się skręcamy w kierunku szczytu.
W: Przy łańcuchach składamy kijki. Wdajemy się w pogawędkę z turystą, który pyta, czy nie spotkaliśmy jego dwóch towarzyszek. Okazuje się, że służył jedenaście lat w piechocie górskiej.
V: Fajna sprawa dla kogoś, kto lubi góry.
W: Po kilku minutach jesteśmy na szczycie , nie dotykając ani jednego łańcucha.
V: Cudny widok. Zachodnie wyglądają podobnie jak na naszej pierwszej wycieczce dwa lata temu: coraz dalsze plany niebieskich gór, oświetlonych miękkim blaskiem popołudniowego słońca .
W: Jak na Giewont, mało ludzi - razem z nami kilkanaście osób . Robię panoramę (panorama z Giewontu patrz >> tu).
V: Wychylamy się, próbując dojrzeć podstawę północnej ściany. Bezskutecznie.
W: Siedemset metrów absolutnego pionu. Robi wrażenie.
V: Jeszcze kilka zdjęć i schodzimy.
W: Schodzimy na Przełęcz Kondracką . Skoro mamy spotkać się z moimi kumplami w knajpie w Zakopanem, to musimy schodzić do Kuźnic.
V: Ruszymy do Kondratowej. Nagle widzimy, że ludzie przed nami pokazują sobie coś palcami. Kozice, mówią.
W: Jakie kozice? Kilka metrów w bok od ścieżki za krzakiem kosówki pasą się w najlepsze łania z małym, nakrapianym jelonkiem.
V: Robię całą sesję zjęciową . Podchodzę na odległość dosłownie czterech metrów. Łania robi się niespokojna. Rusza w moją stronę, zasłaniając jelonka. Wycofuję się na ścieżkę.
W: Brakuje nam dzisiaj tylko misia do kolekcji.
V: Wypluj to słowo!
W: Idziemy dalej dniem Doliny Kondratowej, sycąc oczy jesiennymi widokami. Przy schronisku grupa ludzi .
V: Po jakiemu oni mówią? Węgierski? Ale brzmi jakby odrobinę słowiańsko. Może jakiś serbski? Albo bułgarski?
W: Zjadamy kanapki.
V: Tuż koło nas siada spory, rudy ptaszek z niebieskimi piórami na skrzydłach.
W: To sójka! Bacznie przygląda się, jak jemy, czekając na okruszki.
V: Kolejna "zoologiczna" sesja zdjeciowa .
W: Wreszcie ruszamy.
V: W lesie znowu słychać ryki jeleni, tym razem bardzo blisko. W pewnej chwili wyczuwam zapach "dzikiego zwierzęcia".
W: A na Kalatówkach wielkie stado owiec .
V: Jeszcze kawałek brukowanej drogi. Przechodzimy pod linami kolejki.
W: Patrz! Nowe podpory. Ciekawe, jak będą wyglądać wagoniki?
V: W Kuźnicach udaje ci się skontaktować z kumplami. Umawiamy się w knajpie w siedzibie TOPR-u .
W: Wieczór mija nam przy piwie...
V: ... grzanym miodzie...
W: ... i górskich opowieściach. W pewnej chwili orientujemy się, że jest jest już późno. Z powodu przebudowy Krupówek zmuszeni jesteśmy zasuwać na Krzeptówki na piechotę. A jutro - Raczkowa Czuba.

by v&w

powrót do listy tras