na Stożek Wielki i na Ochodzitą
(15 sierpnia 2007)

trasa: spacerowa, ładna widokowo
czas (bez odpoczynków): na Stożek Wielki ok. 3 h, na Ochodzitą ok. 2 h

V: Mamy dzisiaj z chórem występ w Wiśle. Po koncercie będzie trochę wolnego czasu, może gdzieś się wybierzemy?
W: Bardzo chętnie. Najbliżej kościoła w Wiśle-Głębcach jest Stożek Wielki.
V: Po koncercie szybko przebieramy się. Kasia zgłasza chęć pójścia z nami, reszta chóru nad górskie wycieczki przedkłada pluskanie się w basenie.
W: Zostawiamy samochód pod kościołem i żwawo ruszamy asfaltową drogą.
V: Jaki świetny wiadukt!
W: Górą biegną tory do Wisły.
V: Po czterdziesztu minutach ostrego marszu docieramy do... parkingu. Mogliśmy przyjechać tu samochodem!
W: Na naszej mapie parking nie był zaznaczony...
V: Dalej prowadzi droga gruntowa. A na niej - kolejne parkingi. Ostatni pod dolną stacją wyciągu krzesełkowego.
W: Podejście wygląda stąd stromo.
V: Mamy mało czasu. Może wjedźmy wyciagiem, a zejdziemy na piechotę?
W: W sumie nie mamy wielkiego wyboru. Jak najprawdziwsze cepry wsiadamy na krzesełka i jedziemy pod górę.
V: Fajny stok na narty. Stromy, długi.
W: Po kilku minutach wysiadamy na górze. Kawałek dalej stoi wielki budynek schroniska.
V: Mnóstwo ludzi siedzi na ławeczkach, popijając piwo. Jest tu też turystyczne przejście graniczne.
W: Widok na Beskidy ładny : widać Skrzyczne, Baranią Górę, nawet gdzieś w oddali Pilsko. Robimy sobie zdjęcie i po chwili - nagleni czasem - już schodzimy kamienistą drogą .
V: Po dwudziestu minutach dochodzimy do asfaltówki. Właśnie podają obiad w Istebnej, a nam pozostało jeszcze pół godziny marszu do samochodu i drugie tyle jazdy. Dzwonię do kogoś, żeby nam coś zostawili.
W: Pędzimy do samochodu. Szkoda, że mieliśmy tak mało czasu...

W: Po południu masz kolejną próbę. Postanawiam się wybrać na górującą nad pobliskim Koniakowem Ochodzitą . Góra ta intryguje mnie od przyjazdu tutaj. Mam tylko półtorej godziny czasu, więc muszę się sprężać. Szybkim krokiem przechodzę przez cały Koniaków, a następnie skręcam w polną drogę, podchodzącą pod zbocze Ochodzitej. Droga po chwili zaczyna zanikać, dochodzę więc do lini pierwszego wyciągu i nie przejmując się brakiem ścieżki ruszam wprost na szczyt. Po chwili jestem na wierzchołku , tuż obok masztu przekaźnikowego . Widoki bardzo ładne: góry ciągną się w każdą stronę po horyzont. Nie są to takie góry jak Tatry, ale i nawet łagodne wzniesienia mają w sobie jakąś magię: za delikatną wieczorną mgiełką ukazują się coraz dalsze plany . Na wschodzie w panoramie wyraźnie wybijają się Pilsko i Babia Góra. Nazw gór leżących na zachodzie nie znam, ale i tu widać kilka wyraźniejszych wzniesień. Wytężam wzrok i próbuję dostrzec choćby zarysy Tatr. Niestety zamglenie nie pozwala mi ich dojrzeć. Gdzieś na południu, spoza łagodnych obłych kształtów wyłania się jakiś szczyt o ostrych, ewidentnie skalistych graniach . Zastanawiam się... nie są to z pewnością Tatry - za bardzo na południu, poza tym znam tatrzańskie szczyty bardzo dobrze, a ten żadnego mi nie przypomina. Zresztą obok widać też jakiś inny, równie wysoki, ale mniej skalisty szczyt. To pewnie Mała Fatra, myślę sobie. Chętnie bym tu został aż do zachodu słońca. Niestety czas mnie nagli, mam teraz zaledwie pół godziny na powrót do Istebnej. Ruszam więc na przełaj w dół przez pola. Szybko dochodzę do drogi i dalej już prawie biegiem, na szczęscie praktycznie cały czas jest w dół. Punktualnie o dziewiętnastej docieram na kolację. Zmieściłem się w półtorej godziny, ale szedłem zupełnie "na lekko" - w zwykłych butach, bez plecaka, kurtki itp. Taki zwykły spacerek. Ale naprawdę piękny widokowo.

by v&w

PS W: Po powrocie sprawdziłem ten tajemniczy szczyt w Małej Fatrze. To Veľký Rozsutec - przypominający jak żywo Dolomity albo Tatry Wysokie. Musimy się tam kiedyś wybrać.

powrót do listy tras