na Pilsko
(14 sierpnia 2007)

Korbielów-Kamienna - Hala Szczawiny - schronisko PTTK na Hali Miziowej Pilsko (powrót tą samą trasą)


otwórz mapkę w nowym oknie

trasa: spacerowa, ładna widokowo
czas (bez odpoczynków): 4 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 9 km

  zobacz profil wysokościowy trasy

W: Pogoda od rana jest ładna, więc realizuję powzięty wczoraj plan zdobycia Pilska. Najpierw czeka mnie jednak godzina jazdy samochodem z Istebnej do Korbielowa. Droga taka sobie: spory ruch, miejscami jakieś remonty, przejazd przez centrum Żywca... Wreszcie mijam tabliczkę "Korbielów". Nie posiadam żadnej mapy tej miejscowości i nie bardzo wiem, gdzie mógłbym zaparkować samochód, by było blisko do wyjścia na szlak. Nagle widzę tabliczkę z zaznaczonym kierunkiem jazdy i napisem "góra Pilsko". Po kilkuset metrach docieram do sporego parkingu - o dziwo - zupełnie pustego. Pewnie w szczycie sezonu narciarskiego trudno tu się wcisnąć, ale teraz ani żywego ducha. Zmieniam buty na górskie, biorę plecak i ruszam dalej pod górę asfaltową szosą. Wkrótce w lewo odchodzi w las droga gruntowa, z wygodnymi schodkami obok. Nie widzę nigdzie oznaczeń szlaku, ale nie przejmuję się tym zbytnio - w końcu to nie Tatry, nie jestem w parku narodowym i mogę iść poza szlakiem. Droga mija dolną stację wyciągu krzesełkowego; przypuszczam, że dotrę nią albo na sam szczyt, albo do szlaku. Tuż powyżej stacji droga rozszerza się - chyba po prostu idę nartostradą. Nachylenie jest niewielkie, a dzięki kijkom posuwam się miarowym, dość szybkim krokiem. Po kilkunastu minutach wychodzę z lasu, a oczom moim ukazuje się budynek stojący w oddali, na szczycie stromego zbocza . Czyżby schronisko na Hali Miziowej? Tak szybko? Czytałem, że idzie się do niego dwie godziny, więc chyba to nieco za wcześnie. Po kolejnych kilku minutach dochodzę do rozległej polany z budynkami górnej stacji wyciągu krzesełkowego i dolnej stacji kolejnego wyciągu, tym razem orczykowego. Droga biegnie dalej pod górę, ale przejścia strzeże tabliczka: "Teren objęty rekultywacją, wstęp wzbroniony". Już mam ją minąć, gdy przychodzi mi do głowy inny pomysł: pójdę pod wyciągiem orczykowym, wprost pod górę . Z początku jest prawie płasko, ale wyżej podejście staje się naprawdę strome. Pnę się tak kilkanaście minut, pot leje się ze mnie strumieniami. W końcu podejście łagodnieje, wychodzę na drogę i oczom moim ukazuje się budynek schroniska na Hali Miziowej - zdecydowanie ładniejszy niż widziany wczoraj "potworek" pod Baranią Górą. Tu wreszcie natrafiam na czarne i żółte oznaczenia szlaków. Według tabliczek do szczytu pozostało trzydzieści minut, zresztą sam szczyt jest już widoczny. Ruszam drogą pod górę , wokoło rośnie mnóstwo jagód, kilka osób zbiera je do wiaderek. Docieram do grzbietu, którym biegnie granica państwa. Przede mną kilka ostatnich minut stromą, rozdeptaną i rozmytą ścieżką. Po chwili okazuje się jednak, że to jeszcze nie jest szczyt - pozostało jeszcze z pięć minut, ale prawie po płaskim. Przypomina to tatrzański szlak na Grzesia: szeroka, łagodna ścieżka wśród kosodrzewiny . Jeszcze moment i staję na szczycie Pilska . Widoki niestety kiepskie - już od jakiegoś czasu chmurzy się i krajobraz skrywa się za mgiełką. Liczyłem, że zobaczę Tatry, ale niestety nic z tego, nawet Babią Górę widać tylko w zarysie. Robię sobie zdjęcie przy mapie okolicy i tabliczkach informujących o turystycznym przejściu granicznym. Nie czuję potrzeby zatrzymywania się tu na dłużej, więc ruszam z powrotem w dół na Halę Miziową. Wejście na szczyt zajęło mi półtorej godziny, więc w dół powinno być jeszcze szybciej. Przystaję jednak kilkakrotnie, aby skosztować pysznych, słodkich jagód. Minąwszy schronisko , schodzę na trasę wyciągu orczykowego, a wkrótce znajduję się już przy jego dolnej stacji. Dalej w dół tą ni to drogą, ni to nartostradą. Idę szybko, nie zatrzymuję się i rzeczywiście po godzinie dochodzę do parkingu. Teraz stoją tu "aż" trzy samochody. Dziwi mnie to, przecież Pilsko jest najatrakcyjniejszym szczytem po Babiej Górze, spodziewałem się tłumu. A tu nic! Podobnie na szlakach - minąłem dosłownie kilka osób. Zmieniam buty na "miejskie", wsiadam w samochód i po godzinie jazdy malowniczymi górskimi drogami docieram do Istebnej.
Wycieczka się udała, choć pozostał pewien niedosyt. Niewiele zobaczyłem ze szczytu, a sama góra do pięknych nie należy: drogi dla samochodów terenowych, rozjeżdżone quadami hale, wyciągi... przegrywa z tatrzańskimi reglami w każdej kategorii.

by v&w

powrót do listy tras