na Jagniecy Szczyt (2229 m n.p.m.) i przez Przełęcz pod Kopą
(17 sierpnia 2006)

Kieżmarska Biała Woda (Biela voda) Dolina Kieżmarska (Dolina Kežmarskej Bielej vody, Dolina Zeleného plesa) Zielony Staw Kieżmarski (Zelene pleso) Dolina Jagnięca (Červená dolina) Jagnięcy Szczyt (Jahňací štít) Dolina Jagnięca (Červená dolina) Zielony Staw Kieżmarski (Zelene pleso) Dolina Białych Stawów (Dolina Bielych plies) Przełęcz pod Kopą (Kopské sedlo) Dolina Zadnich Koperszadów (Zadné Meďodoly) Dolina Jaworowa (Javorová dolina) Jaworzyna Spiska (Tatranská Javorina)


otwórz mapkę w nowym oknie

trasa: długa, wymagająca kondycyjnie, kilka umiarkowanie trudnych miejsc (podejście na Jagnięcy Szczyt)
czas (bez odpoczynków): ok. 9-10 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 22 km

  zobacz trasę (wizualizacja 3D)

  zobacz profil wysokościowy trasy

W: Dziś wstajemy wcześniej, planujemy wycieczkę równie długą, jak wczorajsza, choć nie aż tak wysoko. Dla odmiany nie jedziemy polskim pekaesem; dojeżdżamy do Łysej Polany zwykłym busem, przekraczamy granicę piechotą; dalej pojedziemy słowackim SAD-em (czyli odpowiednikiem PKS-u) do Białej Wody Kieżmarskiej.
V: Oczywiście wychodzimy z domu ze sporym zapasem czasu i - jak to zwykle bywa - oczywiście żaden nieprzewidziany wypadek się nie wydarza, więc mamy w perspektywie prawie godzinę czekania już po słowackiej stronie.
W: Jest upalnie i duszno, mimo że jeszcze nie ma ósmej.
V: Górale mówili: wieje halny...
W: Próbujesz złapać stopa; bezskutecznie. Razem z nami czeka małżeństwo w średnim wieku; wygladają na starych górskich "wyjadaczy". Wdajemy się z nimi w rozmowę. Okazuje się, że nie zmieścili się do polskiego pekaesu. Też jadą do Białej Wody.
V: W końcu słowacki autobus otwiera drzwi, uruchamia silnik. Jedziemy.
W: Niestety zatrzymuje się na każdym przystanku - i za każdym razem gasi silnik. Oszczędny kierowca, nie ma co.
V: Z każdym przystankiem pojazd coraz bardziej się zapełnia - i to nie tylko turystami, ale też zwykłymi, miejscowymi ludźmi. Biała Woda, oznajmia kierowca. Zatrzymujemy się na przy parkingu w szczerym polu.
W: Kiedyś był tu las, teraz zostały zaledwie pojedyncze drzewa. Za to pięknie widać Łomnicę i Kieżmarski Szczyt, niestety już schowane w chmurach .
V: Chata pri Zelenom Plese 3h, czytam na słonecznie żółtej tabliczce.
W: Idziemy szeroką drogą przez las, z początku połamany, potem już piękny, zielony. Sporo ludzi, niektórzy z rowerami. Umilamy sobie miarsz rozmową z naszymi "znajomymi"; okazuje się, że byli w wielu ciekawych miejscach w Tatrach, a ich syn zdobywa dużo wyższe góry.
V: Przy Szałwiowym Strumieniu rozstajemy się: oni idą dalej niebieskim szlakiem wprost na Przełęcz pod Kopą, my odbijamy w lewo, by zahaczyć o Zielony Staw Kieżmarski.
W: I wejść na Jagnięcy Szczyt.
V: Przechodzimy przez mostek nad Kieżmarską Białą Wodą. Faktycznie, jest biała!
W: Idziemy zakosami przez las. Zwalniasz okropnie. Co się dzieje?
V: Nie mam siły...
W: Zjadaj batonik.
V: Przez moment jest lepiej, ale zaraz znowu to samo: jest mi słabo, wręcz niedobrze, i nie jestem w stanie iść szybciej niż baaaardzo wolno.
W: Kończy się las, ścieżka biegnie teraz wzdłuż strumienia. Naszym oczom ukazują się strzeliste szczyty spowite ciemnymi chmurami .
V: Ścieżka jest ładna, równa, szeroka, miejscami widać na niej ślady opon samochodu terenowego. Mijają nas dwaj rowerzyści na górskich rowerach.
W: Ta ściana przed nami po lewej to Mały Kieżmarski Szczyt, najwyższa ściana w Tatrach.
V: Zza zakrętu ścieżki wyłania się schronisko w alpejskim wręcz otoczeniu .
W: Siadamy przy stole. Co robimy?
V: Nie mam siły...
W: To idziemy od razu na Przełęcz pod Kopą?
V: Jeśli chcesz, idź na Jagnięcy. Ja sobie tu poczekam, odpocznę. Weź tylko aparat, kurtkę i wodę do picia, i idź.
W: Na pewno?
V: Tak. Idź! Tylko się pośpiesz.
W: Dobrze. Zostawiam wszystkie niepotrzebne rzeczy; ty zostajesz przy schronisku, ja ruszam w górę.

*   *   *

W: Zaraz za schroniskiem szlak podchodzi pod stromy próg Doliny Jagnięcej, idę przez las, jest duszno, miejscami skaliście i ślisko. Jakiś słowacki turysta zatrzymuje mnie i podaje lornetkę, żebym sobie popatrzył na kozicę. Powyżej progu rozpościerają się piargi Doliny Jagnięcej, pustej i dzikiej. Dobrze widać podejście na Kołowy Przechód . Ruszam dalej w miarę łagodnie w górę, choć momentami ścieżka ginie wśród głazów. Pogoda poprawia się. Na tle nieba pięknie widać cel mojej wspinaczki . W ścianach słychać pokrzykiwania taterników. Tuż pod przełęczą ścieżka dochodzi do łańcucha . Skała jest dobrze urzeźbiona, więc wchodzi się bez większych problemów. Z przełęczy do szczytu jest chyba niedaleko . Dalej szlak biegnie nieco poniżej grani, odrobinę wspinania się, do szczytu coraz bliżej . Mijam hałaśliwą włoską wycieczkę i po chwili staję na szczycie . Prawie w tym samym momencie zza krawędzi wyłaniają się taternicy, którzy właście ukończyli wspinaczkę. Oprócz nich na niewielkim skalistym wierzchołku jest kilkanaście osób; niektórzy, słowackim zwyczajem, piją piwko, oblewając zdobycie tak wysokiej góry. Robię pełną panoramę, choć wyższe szczyty cały czas w chmurach (panorama z Jagnięcego Szczytu patrz >> tu). Łapię zasięg polskiej sieci i wysyłam ci sms-a: "już schodzę". Szybko wracam na Kołowy Przechód; ładnie widać Dolinę Jagnięcą . Mozolne zejście. Chmury podnoszą się, z progu doliny udaje mi się zrobić zdjęcie skalnego otoczenia Doliny Kieżmarskiej , a nawet górnej stacji kolejki na Łomnicy ; stąd doskonale też widać, że Zielony Staw naprawde jest zielony . Jeszcze kawałek męczącego zejścia przez kosodrzewinę i las - i szukam cię wzrokiem przy schronisku. Jesteś, siedzisz w środku.

*   *   *

V: Kiedy poszedłeś, siedziałam jakiś czas przed schroniskiem, gapiąc się na lazurową taflę jeziora i groźne skalne ściany, ale w końcu zmarzłam i zrobiło mi się jakoś smętnie, więc przeniosłam się do środka. Ulokowałam się przy wielkim oknie, by sycić oczy widokami, kupiłam sobie capuccino i przysłuchiwałam sie rozmowom turystów. A było czego słuchać: Słowacy, Polacy, Niemcy, Węgrzy, Włosi... W bufecie schroniska oprócz jadła i napitku można kupić też jakieś przewodniki, książki o wspinaczce, nawet koszulki z logo schroniska albo ścianą Małego Kieżmarskiego Szczytu ze schematem dróg wspinaczkowych. Wygrzebałam z kieszeni jakiś świstek papieru i długopis, żeby uwiecznić "na świeżo" wrażenia. W tym momencie dostałam wiadomość od ciebie. A że zaczęło mi już porządnie burczeć w brzuchu, zaszalałam i zamówiłam tutejszy specjał - knedle. Dostałam właściwie jeden knedel pokrojony w plasterki, polany masełkiem; smakował jak coś pomiędzy kluską a bułką, pychotka! W końcu zmęczona tym czekaniem zaczęłam niecierpliwie zerkać na zegarek i wypatrywać cię wśród ludzi schodzących z góry. Idziesz! Rozglądasz się wokoło. Tu jestem, macham ci.

*   *   *

W: Opowiadam pokrótce, jak było, jemy coś, pakujemy plecak, jeszcze ostatnie spojrzenie na potężną ścianę Małego Kieżmarskiego i w drogę.
V: Idziemy łagodnie wznoszącą się ścieżką przez kosodrzewinę i po dwudziestu minutach jesteśmy w Dolinie Białych Stawów.
W: Pierwszy z nich jest mało górski, raczej wygląda na torfowisko , drugi jest typowo tatrzański; nad jego północnym brzegiem widac ścieżkę na Przełęcz pod Kopą .
V: Idziemy przez bujną łąkę pełną różnokolorowych kwiatów . Usiłuję sfotografować trzmiela, ale aparat odmawia współpracy: "card full". W takim momencie! Zmieniam kartę, na szczęście trzmiel nie uciekł .
W: Podchodzimy na Wyżnią Przełęcz pod Kopą, ścieżka robi się bardziej stroma, odcinkami idziemy po schodkach, które są... metalowe! Nigdy czegoś takiego nie widziałem, nawet na najgorszych "ceprostradach".
V: Że też chciało im się tu taszczyć takie żelastwo?
W: No właśnie. Z Wyżniej Przełęczy pod Kopą pięknie widać Tatry Bielskie, właściwą Przełęcz pod Kopą i jakąś ścieżkę. Czyżby szlak na Płaczliwą Skałę?
V: Krajobraz taki bieszczadzki...
W: Na przełęczy okazuje się, że tajemniczy szlak to "Naučny chodnik" ze Ździaru.
V: Popołudniowe światło maluje góry na wszystkie odcienie błękitu .
W: Szybko robimy sobie pamiątkowe zdjęcie i ruszamy w doł.
V: Idziemy łagodnym trawersem, widoki przecudne .
W: Szlak opuszcza się na dno Doliny Zadnich Koperszadów, z początku prowadzi bujnymi łąkami, potem lasem. W pewnym momencie dolina zwęża się raptownie w skalny wąwóz , by potem znowu się rozszerzyć i w końcu wychodzimy z lasu na wielką Polanę Gałajdową z widokiem na skalne masywy otaczające Dolinę Jaworową . Z lewej dochodzi szlak z Lodowej Przełęczy.
V: A to co? Spomiędzy drzew wyłania się budynek a' la Gierek, opuszczony i obskurny.
W: Ujęcie wody czy uzdatnialnia. Ktoś miał pomysł, żeby takie okropieństwo postawić.
V: Dalej szeroka bita droga aż do Jaworzyny. Poczekaj, kupię nam Studentską.
W: Czekam przed sklepem. Powtarza się sytuacja sprzed lat: w czasie gdy robisz zakupy, ucieka nam autobus do Łysej Polany. Trudno, pomaszerujemy 3 kilometry asfaltem.
V: Padamy z nóg, ale idziemy dość żwawo. Łysa Polana, ekspresowa kontrola graniczna. W busie przysypiamy ze zmęczenia. Jutro dzień wypoczynkowy.
W: Jasne. Ale kiedyś wejdziemy razem na Jagnięcy Szczyt.

by v&w

powrót do listy tras