na Sławkowski Szczyt
(10 lipca 2006)

Stary Smokowiec (Starý Smokovec) Hrebienok (Hrebienok) Rozstaje pod Sławkowkim Szczytem Sławkowski Szczyt (Slavkovský štít) (powrót tą samą drogą)


otwórz mapkę w nowym oknie

trasa: wspaniała widokowo; męcząca, szczególnie przy słonecznej pogodzie; największa w Tatrach różnica wzniesień na szlaku turystycznym (1440 m); bez trudności technicznych
czas (bez odpoczynków): ok. 8-10 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 15 km

  zobacz trasę (wizualizacja 3D)

  zobacz profil wysokościowy trasy

W: Wstajemy po 5, pakujemy się, sprawdzamy po raz trzeci, czy wszystko wzięliśmy. Pogoda zapowiada się wspaniale. Mam nadzieję, że tak zostanie.
V: Wychodzimy "na wszelki wypadek" prawie godzinę przed odjazdem naszego pekaesu i oczywiście żaden "wszelki wypadek" się nie przydarza: w ciągu 15 minut jesteśmy na dworcu i niestety musimy chwilę poczekać.
W: Punktualnie 7:15 podjeżdża nasz bus.
V: Busik właściwie. Wsiadamy. Odjazd!
W: Droga przez Bukowinę i Głodówkę. Widoki cudne.
V: Łysa Polana. Szybka kontrola i już jesteśmy po drugiej stronie granicy. Jakoś inaczej tu, bardziej zielono.
W: Objeżdżamy Tatry Bielskie: to Hawrań, a to Płaczliwa Skała.
V: Dojeżdżamy do jakiegoś uroczego miasteczka. Tatrzańska Łomnica, oznajmia kierowca.
W: Patrz! Łomnica, Kieżmarski Szczyt! Rany, jakie wielkie...
V: Ale jakie chmury.
W: Szczyt Łomnicy jest prawie zawsze w chmurach. O, widać już Sławkowski Szczyt!
V: Jedziemy dalej. Po obu stronach drogi wyłamany prawie do zera las. Upiorne wrażenie.
W: Dwa lata temu był tu huragan. Kiedyś Smokowiec leżał w pięknych lasach.
V: Stary Smokowiec, ogłasza kierowca. Wysiadamy, mówisz. Śliczne miasteczko!
W: Zupełnie inne niż Zakopane, prawda?
V: Miniaturowe. I takie austriackie, alpejskie. Jak z bajki.
W: Spójrz tam, pięknie widać Gerlach. Zrób zdjęcie . Znajdujemy niebieski szlak, który jednak po kilkudziesięciu metrach okazuje się zamknięty z powodu wiatrołomów. Musimy iść przez Hrebieniok.
V: Idziemy wzdłuż torów, po których ze zgrzytem przetacza się kolejka, a potem przez upiorny, połamany las .
W: Ale za to widać stąd nasz dzisiejszy cel .
V: Szlak jest kiepski, potykamy się co chwila o wystające korzenie.
W: Dajemy sobie spokój i idziemy dalej drogą.
V: Dochodzimy do Hrebienioka.
W: Widać stąd dobrze, jakie podejście nas czeka . Idziemy dalej prawie bez odpoczynku.
V: To jest ta Magistrala?
W: Taka słowacka Ścieżka nad Reglami.
V: Skrzyżowanie szlaków .
W: Tu dochodzi ten zamknięty szlak.
V: Skręcamy w górę. Szlak przez las, zupełnie jak na Świstówkę.
W: Wyżej ciekawe zjawisko: las przemieszany z kosodrzewiną.
V: Drzewa się kończą i dochodzimy do grani. Niesamowite wrażenie: łagodne zbocze, którym przyszliśmy, opada pionową ścianą głęboko aż na dno Doliny Staroleśnej.
W: Nie podobają mi się te chmury .
V: Słońce chowa się, robi się odrobinę chłodniej.
W: Ścieżka wspina się ogromnymi zakosami przez kosodrzewinę . Kilkakrotnie dochodzimy do grani, a widoki za każdym razem coraz rozleglejsze .
V: Coś na mnie kapnęło!
W: Na szczęście na kilku kroplach się kończy.
V: Śmigłowiec! Kogoś ratują.
W: Horská Záchranná Služba, taki słowacki TOPR .
V: Czwarty zakos, ostatni.
W: Widać szczyt .
V: Rany, jak daleko...
W: A tam w dole wodospady Zimnej Wody .
V: No gdzie ten Nos? Już powinniśmy do niego dojść!
W: To chyba tam.
V: Odpoczniemy, dobrze?
W: ...to jeszcze nie Nos. Ale Nos nie Nos - odpoczniemy .
V: W przewodniku Nyka napisał, że szlak omija Nos od północnej strony grani. A my idziemy cały czas południową.
W: Zobacz, to już tu. Mijamy niewielki płat śniegu. Dalej już tylko skalne rumowiska aż do szczytu .
V: Idziesz pierwszy. Łał, ale widoki, zachwycasz się. To już szczyt?
W: Jeszcze kawałek. Ze sto metrów.
V: Łaaaaaaaaaaaał!...
W: Punkt trzynasta stajemy na wierzchołku.
V: Widok zapiera dech w piersiach: przed nami rozpościera się Dolina Staroleśna otoczona wieńcem postrzępionych, majestatycznych, budzących grozę gór (panorama ze Sławkowskiego Szczytu patrz >> tu) .
W: Spójrz, to masyw Gerlachu , a tam Lodowy, Durny i Łomnica, oczywiście schowana w chmurach.
V: Stań przy krzyżu, zrobię ci zdjęcie na ich tle .
W: Jeszcze wspólne .
V: Bardzo mi się podoba ta Dolina Staroleśna. Można tam iść?
W: Oczywiście, pójdziemy kiedyś. Siedzisz wpatrzona, zafascynowana .
V: Jeszcze chwilę rozkoszujemy się widokami...
W: ... trzeba się zbierać.
V: Na skalnym rumowisku gubimy co chwila ścieżkę. Wreszcie docieramy do Królewskiego Nosa . Zrobisz mi zdjęcie na tych piargach ?
W: Łomnica się odsłoniła!
V: Schodzimy, schodzimy, schodzimy ... zakosy... kosodrzewina... las... magistrala... wreszcie Hrebieniok.
W: Spójrz, tam byliśmy .
V: Kawał drogi!
W: Idziemy asfaltówką. Nad Popradem zaczyna grzmieć. O, tędy szedłem z chłopakami kilka lat temu. Ale wtedy była taka mgła, że nic nie było widać.
V: Na drodze mijają nas co chwila rozpędzone hulajnogi.
W: Można wypożyczyć sobie na górze i zjechać na dół.
V: Fajny pomysł.
W: Za dziesięć piąta dochodzimy do Smokowca.
V: O której jest ten autobus do Łysej?
W: Za godzinę.
V: Mam propozycję: chodźmy na słowackie piwo.
W: Ok, ale sprawdźmy, czy nie ma wcześniej jakiegoś autobusu.
V: Studiujemy pilnie dziwaczne słowackie rozkłady, ktoś usiłuje nam udzielić informacji, o co w nich chodzi.
W: Nagle podchodzi jakiś turysta i pyta po polsku, czy chcemy jechać do Zakopanego, bo jeśli tak, to za 5 minut będzie polski pekaes z Popradu.
V: Nie napijemy się słowackiego piwa...
W: Napijemy się wieczorem polskiego. Jedziemy.
V: Podjeżdża bus - dokładnie ten sam co rano.
W: Rozmawiam po drodze z owym uczynnym turystą o Słowackich Tatrach, droga do granicy szybko mija.
V: Na granicy chwila postoju, bo celnicy widziwiają nad paszportem jednej z pasażerek, wyraźnie "azjatyckiej".
W: Paszport pisany krzaczkami...
V: W końcu szlaban otwiera się i jesteśmy z powrotem w Polsce. Wysiadając w Zakopanem czuję, jak mnie bolą nogi.
W: To nasz drugi po Rysach szczyt.
V: Jestem padnięta.
W: Ale wrażeń mnóstwo. I pogoda dopisała: mogliśmy podziwiać widoki, a równocześnie nie smażyliśmy się w słońcu.
V: Faktycznie, pogoda była idealna.

by v&w

powrót do listy tras