na Kończysty Wierch zimą
(8 kwietnia 2006)

Siwa Polana Dolina Chochołowska Polana Trzydniówka Trzydniowiański Wierch Kończysty Wierch Trzydniowiański Wierch Dolina Jarząbcza Polana Chochołowska Siwa Polana


otwórz mapkę w nowym oknie

trasa: łatwa technicznie, wymagająca kondycyjnie, piękna widokowo; może występować duże zagrożenie lawinowe.
czas (bez odpoczynków): ok. 8-10 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 22,5 km

  zobacz trasę (wizualizacja 3D)

  zobacz profil wysokościowy trasy

V: Wyjeżdżamy z Warszawy o czwartej rano, jest jeszcze ciemno.
W: Mkniemy szybko, dopiero na Zakopiance korki zatrzymują nas na chwilę.
V: Pogoda zapowiada się wspaniale: Tatry widać już od Rabki.
W: Punkt dziesiąta jesteśmy na Krzeptówkach. Szybko jemy, pakujemy się, ubieramy, wsiadamy w samochód i jedziemy do Doliny Chochołowskiej.
V: Dokąd dziś?
W: Planowaliśmy iść na Starorobociański, ale skoro tam już byliśmy, to może pojdziemy na Jarząbczy. A jak warunki pozwolą, to mykniemy na Raczkową Czubę.
V: Przez granicę?
W: No tak.
V: Parking prawie pusty, śniegu już zdecydowanie mniej niż dwa tygodnie temu, widać już asfalt .
W: W lesie droga jest oblodzona, od Hucisk śnieg.
V: Drugi stopień zagrożenia lawinowego .
W: Dochodzimy do Polany Trzydniówki, nasz szlak.
V: Może zjedzmy po batonie?
W: Dobry pomysł.
V: Szukam w plecaku. Gdzie nasze jedzenie? Wyjmujemy wszystko do dna. Nie ma.
W: Cholera jasna!
V: Nie wzięliśmy.
W: Co za debil ze mnie!
V: Nie debil, tylko gapa. Za bardzo się spieszyliśmy, przepakowywaliśmy w ostatniej chwili, no i wałówka została sobie w Zakopanem. Co teraz?
W: No co? Idziemy. Ok?
V: No tak. Dobrze, że mamy herbatę i wodę.
W: Szlak przez las, wydeptany. Robi się gorąco. W Krowim Żlebie ślady nart.
V: Pniemy się w górę , aż do miejsca, gdzie letni szlak skręca w las .
W: Ślady nart prowadzą dalej żlebem, ale nie wiadomo, dokąd. Idziemy szlakiem.
V: Jest nieprzetarty.
W: Brniemy stromym podejściem przez las, zapadając sie po kolana, wypatrując oznaczeń.
V: Męczące. Wreszcie las przerzedza się i coś zaczyna być widać .
W: Popatrz, Bystra .
V: Robi się bardziej płasko, znowu idziemy po śladach nart . Jesteśmy coraz bardziej głodni. Podchodzimy pod Trzydniowiański Wierch.
W: Pierwszy docieram na szczyt. Napotkany turysta ratuje nas, dając nam 2/3 tabliczki czekolady.
V: Zjadamy trochę, czuję przypływ energii. Odpoczynek i podziwianie widoków (panorama z Trzydniowiańskiego Wierchu patrz >> tu). Góry wokół nas wygladają cudownie, całe opatulone śniegiem i oblane słonecznym blaskiem. Jak namalowane.
W: Jarząbczy Wierch i Raczkowa Czuba, nasze dzisiejsze cele .
V: Idę wolno. Jednak brak jedzenia daje o sobie znać.
W: Z Czubika widać świetnie Kończysty Wierch .
V: Ale nawisy!
W: Widzisz, tam idą trzy osoby.
V: Mijamy się z nimi na przełęczy. Uzbrojeni w raki i czekany, wyglądają na starych górskich wyjadaczy.
W: Pytamy, jak warunki na grani. 'Na Starorobocianie była jedna osoba, na Jarząbiu nikt. Uważajcie na górze, trzeba iść blisko nawisu.'
V: Zaczynamy podchodzić.
W: Idziesz dość wolno, poza tym jest dość późno. Pewnie nasza wycieczka skończy się na Kończystym i wrócimy tą samą drogą.
V: A może zejdźmy szlakiem papieskim?
W: Ciężko będzie, nikt nim nie szedł. Zobaczymy jeszcze.
V: Śnieg wywiany i zmrożony. Zakładamy raki . Fajnie!
W: Rzeczywiście lepiej.
V: Ślady biegną prawie po nawisie . Mozolnie pniemy się krok za krokiem. Przed szczytem przyspieszasz i po chwili podnosisz ramiona w triumfalnym geście zdobywcy .
W: Widok genialny (panorama z Kończystego Wierchu patrz >> tu). Robimy sobie całą sesję zdjęciową . Świetnie widać odległe turnie Tatr Wysokich i nieco bliższe Rohaczy .
V: Powoli wracamy. Zobacz, ktoś na nartach zjeżdżał z tych nawisów. Pionowo w dół!
W: Wariat jakiś. Dochodzimy do przęłeczy przed Czubikiem. Mało tu śniegu, widać gdzieniegdzie trawę i kamienie. Może nie idźmy szczytem, tylko przetrawersujmy?
V: No dobrze. Idziemy letnim wariantem szlaku. Szybko dochodzimy do wniosku, że to nie był najlepszy pomysł. Jest całkiem stromo, śnieg spod nóg obsuwa się i naprawdę nie jest przyjemnie. W pewnym momencie noga odjeżdża mi w bok i zsuwam się kawałek. Robi mi się gorąco. Na szczęście nie zjeżdżam na brzuchu w dolinę; udaje mi się wgramolić na ścieżkę i wstać. Wreszcie nieszczęsny trawers się kończy. To nie było rozsądne.
W: Nie było. Mamy nauczkę: nie trawersować stoków, nawet jeśli jest mało śniegu.
V: Wracamy na Trzydniowiański.
W: Patrz, przetarli nam szlak papieski. Co prawda nieco w innym miejscu, ale może lepiej nie iść dnem żlebu.
V: Z początku jest całkiem nieźle.
W: Zobacz, widać nasz trawers .
V: Im niżej, tym gorzej. Śnieg jest śliski, rozmiękły. Zsuwamy się po nim w stronę żlebu, w dół, zapadamy sie po pas, nogi grzęzną w schowanej w śniegu kosodrzewinie.
W: Męczymy się dobre pół godzimy, klnąc na czym świat stoi i plując sobie w brodę, że nie poszliśmy jednak żlebem. W końcu ślady schodzą do żlebu, dalej jest już łatwo .
V: Gdy docieramy na dno Doliny Jarząbczej, słońce chowa się za górami .
W: Szybkim krokiem mijamy kaplicę i dochodzimy do Polany Chochołowskiej. Szybko do schroniska, bo jesteśmy głodni jak wilki.
V: Pochłaniamy całą czekoladę i w zapadajacym zmroku wracamy do Siwej Polany.
W: Z ulgą wsiadamy do samochodu.
V: Przekręcam kluczyk i...
ym-ym-ym-ym-ym
W: Cholera. Nie chce zapalić.
V: Po pół godzinie prób, kombinowania z alarmem i czym się da kapitulujemy.
W: Nasi gospodarze holują nas na Krzeptówki. Jutro niedziela, w dodatku palmowa.
V: Nikt nam nawet nie zajrzy pod maskę.
W: Cóż, zostajemy zdaje się przymusowo do poniedziałku.
V: Dość wrażeń na dziś. Spać.

by v&w

powrót do listy tras