do wodospadu Dettifoss
(11 maja 2019)

trasa: Dettifoss jest najpotężniejszym wodospadem Europy. Jesto położony w północnej częsci Islandii, od drogi nr 1 należy dojechać ok 25 km drogą nr 862. W warunkach zimowych dojazd może być niemożliwy.
czas (bez odpoczynków): ok. 1 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 3 km

W: Nocleg na kempingu w Hofn okazuje się bardzo zimny. Nie dość, że jest lekki mróz, to jeszcze wieje silny wiatr. Śpimy w puchowych spiworach, w dodatku w polarach i czapkach, a i tak jest mało komfortowo. Rano jednak budzimy się w dobrych humorach, bo pogoda jest piękna. Podziwiamy wspaniałą panoramę gór i lodowców w Hofn (panorama z Hofn patrz >>tu) , a później ruszamy w dalszą drogę na wschód i północ kraju. Jedziemy przez totalne bezludzie, co kilkadziesiąt kilometrów jest jakaś maleńka, składająca się z kilku domów osada, a potem znów skalista pustka. Fiordy wschodnie sa piękne widokowo, przypominają nieco fiordy w Norwegii (panorama z Djupivogur patrz >>tu) . W końcu odbijamy w głąb lądu i po pokonaniu zaśnieżonego pasma górskiego docieramy do miasteczka Egilsstadir. Tu zatrzymujemy się na jakieś zakupy. Po małej przerwie ruszamy w dalszą drogę. Za miasteczkiem droga wspina się znów na rozległy, pokryty śniegiem płaskowyż. Ciemne chmury przed nami nie zwiastują niczego dobrego. Odrobinę się martwię, bo człowiek z wypożyczalni samochodów ostrzegał nas, że w północnej części wyspy są ciężkie warunki i żebyśmy uważali. No ale jak na razie śnieg leży wszędzie poza samą drogą. Jesteśmy coraz wyżej, zegarek znów wskazuje 500 m n.p.m. Warunki szybko się pogarszają. Wieje mocno, pada intensywnie, a to co jest obok drogi jest nawiewane na nią. Momentami jadę lewą stroną. Na szczęście praktycznie zerowy ruch pozwala na to.

Docieramy wreszcie do drogi, która skręca dokładnie na północ. Prowadzi ona do Dettifoss - najpotężniejszego wodospadu Europy. To jednak 25 km jazdy przez zaśnieżoną kamienną pustynię. Z każdym kilometrem warunki robią się coraz gorsze . Ostatni odcinek jest w dużej mierze zasypany. Na szczęście to jednak miejsce często odwiedzane przez turystów, więc nawet niewielki ruch pojazdów w pewnym stopniu wpływa na przetarcie drogi. Wreszcie zatrzymujemy się na białym parkingu. Jest tu kilka samochodów. Ubieramy się ciepło, zakładamy górskie buty.

Do samego wodospadu prowadzi kilka ścieżek. Wodospadów jest tu w zasadzie kilka, a ścieżka tworzy pętlę. W tych warunkach chcemy jednak zobaczyć tylko ten najważniejszy i wracać. To i tak dobre pół godziny na tej lodowatej śnieżycy . Sam wodospad w gęstym śniegu prezentuje sie tak sobie. Ponadto aby dojść na jeden z punktów widokowych trzeba pokonać zalodzoną, niczym niezabezpieczoną ścieżkę nad kilkunastometrową przepaścią . W końcu sobie darujemy. I tak widok lepszy nie będzie. Idziemy na inny punkt i robimy jeszcze kilka zdjęć . Pora wracać. Sam wodospad jest w skalistym płytkim kanionie, który ciągnie się na przestrzeni wielu kilometrów. Wiatr sprawia jednak, że aż nie chce się wyjmować aparatu i robić jakiś szczególnie artystycznych zdjęć.

Ruszamy z powrotem. Orientujemy się że od parkingu prowadzi droga jeszcze dalej na północ, według mapy do jakiś osad na wybrzeżu. Teraz jest całkowicie zasypana śniegiem i nieprzejezdna. Zastanawiam się jak tam żyją ludzie. Przecież jest maj. W lutym oni są chyba odcięci od świata. Wracamy do drogi nr 1, gdzie warunki robią się nieco lepsze, a śnieżycę przewiewa gdzieś w głąb wyspy. Po dłuższej chwili pokonujemy stromy podjazd na pobliskie pasmo górskie i z jego najwyższego punktu ukazuje się jezioro Myvatn. Trasę tego dnia ostatecznie kończymy w Akureyri - największym mieście na północy Islandii, gdzie udaje nam się znaleźć nocleg na poddaszu turystycznego schroniska.

by w

powrót do listy tras