na Ciemniak i Krzesanicę
(29 sierpnia 2018)

Kiry Dolina Kościeliska Chuda Przełączka Twardy Upłaz Ciemniak Krzesanica Ciemniak Twardy Upłaz Chuda Przełączka Dolina Tomanowa Dolina Kościeliska Kiry


otwórz mapkę w nowym oknie

trasa: łatwa, choć momentami dość męcząca, piękna widokowo
czas (bez odpoczynków): ok. 7-8 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 19,5 km

  zobacz trasę (wizualizacja 3D)

  zobacz profil wysokościowy trasy

W: Znów wstajemy bladym świtem, choć nie tak wcześnie jak wczoraj. Dziś pójdziemy na Czerwone Wierchy. A dokładniej na Ciemniak przez Adamicę.
K: Jedziemy busem?
W: Nie, wolę podjechać do Kir samochodem. Rano można długo czekac na busa, wolę ruszyć jak najwczesniej. Poza tym mamy wygodny powrót.
K: Ale to nie będzie daleko?
W: No raczej będzie. Ale spokojnie, na Małołączniak dałaś radę, to tym bardziej dasz radę na Ciemniak.
K: No i to było rok temu, teraz jestem starsza.
W: Docieramy do Kir, jesteśmy chyba pierwsi na pustym parkingu. Płacimy i ruszamy jeszcze opustoszałą doliną . Po krótkim czasie skręcamy w wylot Doliny Miętusiej. Pamiętasz? Dwa dni temu tu byliśmy.
K: Tak, jak z Przysłopu wracaliśmy.
W: Super, widzę że orientujesz się już w Tatrach.
K: O jest tabliczka, że to szlak na Ciemniak .
W: Tak, choć z poczatku będzie w lesie, pod górę i będzie nudny. Ale potem, jak dojdziemy do takiej skały która nazywa się Piec, to już będą widoki.
K: Piec? Jak to Piec?
W: Nie wiem, może taki kaflowy? Nie wiem czemu ją tak nazwano, może jest podobna do pieca?
K: A opowiesz mi znów o starych grach?
W: Nudę podejścia urozmaica nam kolejna rozmowa o komputerach z czasów mojej młodości. Pojawia się juz nieco ludzi, czasem ktoś nas dogania, ale ogólnie jest niemal pusto.
K: Gdzie ten piec?
W: Jak miniemy tą polanę , to tam jest taki las... i gdzieś za tym lasem.
K: To to ?
W: Tak! Stań tam, zrobię ci zdjęcie. Masz tu zdjęcie jak byłaś takim zupełnym maluchem, szliśmy tu z tobą w nosidle. Będzie fajny materiał do porównania.
K: Popatrz, chmury się zbierają... nie będzie burzy?
W: Burzy to raczej nie, bo one się nie wypiętrzają w górę... ale nie zdziwię się jak spadnie nieco deszczu.
K: To chodźmy szybko w górę.
W: Ruszamy dalej. Rozmawiamy o umocnieniach z siatki jutowej, którą rekultywuje się szlak i jego okolice. Obok nas idzie jakaś turystka, która zaczyna nas o coś wypytywać. Odpowiadam jej, nawiązujemy ciekawą rozmowę.
K: Opowiedz o stonie naszegory!
W: Spokojnie, to nie jest najważniejsze. Krasnoludka jednak nie ustępuje, więc opowiadam pani, że mamy taką stronę. Pani okazuje się być bardzo miła i jak sama mówi ma obawy co do szlaku, nie zna go, nigdy tu nie szła i w ogóle boi się przestrzeni i mgły.
K: Ale my chyba właśnie wejdziemy w chmury?
W: Na to wygląda. I tam na górze to nie jest jeszcze Ciemniak! To jest Twardy Upłaz, ale stamtąd blisko na Ciemniak. A tu jest szlak do Doliny Tomanowej.
K: A jak zejdziemy?
W: Nie weszliśmy jeszcze a już martwisz się jak zejdziemy? Może własnie do Tomanowej, to ładny szlak, pusty, a lata całe tam nie byłem.
K: Mi to pasuje!
W: Nasza poznana na szlaku towarzyszka rzeczywiście boi się mgły. Na Twardym Upłazie wchodzimy w chmury i widoczność mocno spada . Jednak w naszym towarzystwie jakos się przełamuje i razem wchodzimy wreszcie na Ciemniak .
K: Wow, ale widok!
W: Rzeczywiście, widok wspaniały. Okazuje się, że chmury stoja po północnej stronie grani i wznoszą się pionowo - a strona południowa nie jest zakryta chmurami i świeci tu słońce. Widok wspaniały.
K: To może idźmy na Krzesanicę? To chyba wyższa góra?
W: Tak, to najwyższy z Czerwonych Wierchów. Za dziesięć minut tam będziemy .
K: To chodźmy od razu!
W: Po chwili marszu stajemy na szczycie Krzesanicy. Widoki jeszcze lepsze . Tu żegnamy się z poznaną turystką, która chce iść do Kopy Kondrackiej, bo jak mówi tam już była i zna zejście. My odpoczywamy i robimy sesję zdjęciową . Jemy coś.
K: Ale fajnie jest!
W: Fajnie. I w ogóle nie było żadnych problemów po drodze. Odzyskałaś formę, ewidentnie choroba Ci przeszła i jesteś taka jak dawniej.
K: Pamiętaj o zdjęciach dwoinki!
W: Tak, pamietam. Tobie też kilka zrobię. Patrz jaka przepaść! Stań na skraju, będzie fajne ujęcie .
K: A zejdziemy do tej drugiej doliny?
W: Tak, do Tomanowej. Kiedyś szliśmy tu z mamą, dopadła nas na zejściu straszna burza. Biegliśmy doliną do schroniska, a potem siedzieliśmy w nim dwie godziny aż przejdzie. I zupełną nocą wracaliśmy bez latarek Kościeliską. To nie było już miłe, raz że zmokliśmy, dwa że baliśmy się, że spotkamy niedźwiedzia.
K: A my możemy spotkać niedźwiedzia?
W: Teoretycznie tak. Teoretycznie, bo w Tatrach jest z 50 sztuk, ale są w różnych miejscach a nie tylko na szlakach. I spotyka się je bardzo rzadko. Ja nigdy żadnego nie widziałem.
K: Jak byłeś na Spitsbergenie to miałeś karabin!
W: No tak, ale Spitsbergen to inna sytuacja. Tam są niedźwiedzie polarne, które nie mają innego pokarmu i muszą polować. I mogą upolować człowieka. Dlatego trzeba mieć broń. A w Tatrach bywało, że niedźwiedź zaatakował człowieka, ale nie dlatego że go chciał zjeść, tylko na przykład został zakoczony, albo była to niedźwiedzica która broniła swoich młodych.
K: Ale nie chciałabym takiego i tak z bliska spotkać!
W: No jasne, to silne i niebezpieczne zwierzę. Uwaga, teraz skręcamy na szlak do Tomanowej . Patrz, właściwie zupełnie pusty .
K: A tamta góra to co to?
W: Kominiarski Wierch. Kiedyś tam był szlak, a teraz to rezerwat, podobno tam są orły.
K: A Osobita? Byliśmy kiedyś na Osobitej.
W: Nawet dwa razy. To też rezerwat, ale o dziwo, raz do roku jest tam możliwe wejście.
K: Jakie fajne skały!
W: Tak, to wapienie. Tu jest ich dużo w okolicy. Są białe i śliskie po deszczu.
K: Daleko jeszcze?
W: Trochę jeszcze. Tam jest taka platforma jakby, tam chwilę odpoczniemy.
K: Daj mi proszę czekolady.
W: Pewnie, jedz! Patrz, a tam jest miejsce gdzie schodzą lawiny. Zdarta roślinność i gleba i zniszczony szlak, zawsze tu tak było .
K: Musimy iść ostrożnie.
W: Tak, ale bez przesady. Teraz lawina nam nie grozi.
K: Uff... dolina wreszcie.
W: Tak, tu kiedyś był szlak na tamtą przełęcz. Przełęcz Tomanowa. Najlepsze przejście na Słowację. W czasie wojny tędy przechodzili kurierzy przeprowadzający ludzi i przenoszący różne nielegalne rzeczy.
K: Opowiesz mi o tym?
W: Zejście w dół pustej Doliny Tomanowej mija szybko. Opowiadam Krasnoludce o tatrzańskich kurierach czasów okupacji.
K: Ale fajny kamień! Weźmiesz go?
W: Rzeczywiście, jak kawałek zakrzepłej lawy. Ale to twój kamień, nieś go sama, W dodatku opłucz go w potoku, bo jest cały w ziemi.
K: Ale nie ma potoku...
W: To nieś w reku, jak będzie to opłuczesz.
K: Ok, ale wtedy chowasz do plecaka, dobrze?
W: Tak, mogę schować. Docieramy wreszcie do Doliny Kościeliskiej. Na chwilę zachodzmy do schroniska na Hali Ornak . Ostatnio byłem tu w grudniu, wtedy nie było nikogo. Ale i dziś ilość turystów niewielka .
K: Daleko do parkingu?
W: Cała dolina, ponad godzina marszu. A moze zajdziemy do Wąwozu Kraków? Pamiętasz go?
K: Nooo... bardziej ze zdjeć.
W: To zajdziemy, bo to piękne i puste miejsce, a tuż obok, nie trzeba daleko iść.
K: O to super, bo już zmęczona jestem.
W: Po kilku kliometrach skręcamy do wąwozu. Wchodzimy tylko kawałek, do miejsca, gdzie są pionowe skalne ściany.
K: Wow! Jak fajnie!
W: Mówiłem, że to miejsce magiczne ?
K: Owszem, jest tu pięknie.
W: No dobra, idźmy dalej, i ja mam dość już tej doliny. Stopy już mnie bolą.
K: Tak, a ja też już zmęczona jestem.
W: Już w nieco większym tłumie docieramy wreszcie na parking w Kirach. Wycieczka okazała się piękna, a Krasnoludka całkowicie odzyskała siły.
K: I zdobyłam dwa pozostałe Czerwone Wierchy! Mam już wszystkie!

by k&w

powrót do listy tras