do Doliny Kościeliskiej zimą
(17 listopada 2017)

Kiry Hala Pisana Wąwóz Kraków Hala Pisana schronisko na Hali Ornak (powrót tą samą trasą)


otwórz mapkę w nowym oknie

trasa: dość długa, spacerowa, bez trudności
czas (bez odpoczynków): ok. 4 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 11 km

  zobacz trasę (wizualizacja 3D)

  zobacz profil wysokościowy trasy

W: Wyjeżdżam z Warszawy ok. 6 rano. Trasa nieco się dłuży, docieram jednak w okolice Zakopanego o 13. Dni pod koniec listopada są krótkie, nie zostało mi zbyt wiele czasu. Postanawiam najpierw iść w góry, a własciwie na górski spacer i dopiero później poszukać jakiejś kwatery. Na Podhalu jest śnieg, ale własciwie zaczyna się od okolic Czarnego Dunajca. Mój wybór pada na Dolinę Kościeliską. Parkuję w Kirach... pada deszcz, jest mgliście i ogólnie średnio przyjemnie. Mimo że parking jest zupełnie pusty, to podchodzi do mnie człowiek z obsługi i zgarnia 20 zł. Nawet głęboko poza sezonem cena pozostaje wakacyjna. Na ten górski spacer postanawiam nie brać górskiego plecaka - mam w nim niemal wszystkie rzeczy i nie chce mi się go rozpakowywać. Biorę lekki wojskowy plecak, który służy mi w mieście i do biegania. Ruszam w dolinę. Jest zasnieżona i zalodzona, na drodze jest bardzo ślisko . Do tego siąpi deszcz i snują się wszechobecne mgły. Można powiedzieć że warunki są ponure, ale ma to również swój klimat. Ludzi w dolinie praktycznie nie ma, mijam czasem jakąs pojedynczą osobę - niemal totalna pustka. Mijam Wyżnią Kirę Miętusią, raźno maszeruję w górę doliny. Potem zwęża się ona w skalny wąwóz , w lewo odchodzi szlak do Jaskini Mroźnej. Znów nieco szerzej, fotografuję spienioną wodę na potoku. Docieram do wąskiego przełomu, Wyżniej Bramy Kościeliskiej, nad którą góruje Raptawicka Turnia. W lewo odchodzi szlak do Wąwozu Kraków, w prawo do jaskiń Mylnej i Raptawickiej. Nie mam ochoty w takich warunkach wspinać się skalnymi ściankami, ani tym bardziej czołgać w błotnistych jaskiniach. Zachodzę do Wąwozu Kraków - to jedno z moich magicznych miejsc. Zawsze ciekawił mnie fakt, że tak niesamowity wawóz jest niemal nieznany i omijany przez tłumy turystów podążających Doliną Kościeliską. Robię klika zdjęć . Jest juz dość późno, pora szybko ruszać dalej. Bez większych zatrzymań docieram do schroniska na Hali Ornak . W środku odpoczywam chwilę, chłonąc klimat tatrzańskiego schroniska poza sezonem - oprócz mnie są tu 2 osoby. Zjadam pyszną szarlotkę, zawiadamiam Violavię gdzie jestem korzystając ze schroniskowego WiFi i ruszam w dół. Robi się już szaro i jeszcze bardziej ponuro. Za niecałą godzinę będzie już ciemno. Już bez większych postojów zmierzam prosto w stronę Kir. Na Wyżniej Kirze Mietusiej jeszcze kilka zdjęć fantazyjnych mgieł w zapadającym mroku i... robi się ciemno. Ostatni kilometr do parkingu pokonuję już po ciemku , ale nie wyciagam czołówki - nie ma takiej potrzeby. Co gorsza wszędzie zalega coraz gęstsza mgła. Docieram do samochodu i ruszam w stronę Witowa, gdzie postanawiam szukać kwatery. Mgła utrudnia orientację, widzialność sięga 100 m. Po kilku nieudanych próbach - udaje się jednak znaleźć przywoity nocleg na dziś i jutro. Idę jeszcze na obiad do pobliskiej "Witowianki" i potem kładę się spać. Oby rano pogoda była lepsza!

by w

powrót do listy tras