na Preikestolen (Ambona)
(24 sierpnia 2017)

Preikestolenhytta - Preikestolen; (powrót tą samą trasą)

Aby zobaczyć dokładną mapę z www.norgeskart.no kliknij Tu

trasa: Preikestolen leży w połudnowo-zachodniej Norwegii, w okolicy miasta Stavanger. Dojazd drogą nr 13 ze Stavanger, możliwy również dojazd komunikacją miejską. Szlak dość łatwy.
czas (bez odpoczynków): ok. 3-4 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 8 km

  zobacz trasę (wizualizacja 3D)

  zobacz profil wysokościowy trasy

W: W czwartek 24 sierpnia poranek jest pochmurny i zimny. Jeszcze nie pada, ale na wszelki wypadek namiot zwijamy szybko. Jemy sniadanie i ruszamy dalej. Dziś mamy zamiar wejść na kolejny bardzo znany norweski cud natury - Preikestolen czyli Ambonę. To ok. 150 km jazdy, więc liczymy, że za jakieś 2 godziny dotrzemy na miejsce. Sprawdzałem wcześniej, podejście jest niemal spacerem w porównaniu z Trolltungą. Nie ma zbyt wielkiego przewyższenia, całość wycieczki można zrobić w 3-4 godziny. Jedziemy drogą nr 13, która tutaj choć bardzo widowiskowa i malownicza, to jednak traci swój wysokogórski charakter. Wije się wzdłuż fiordów i jezior, pokonuje niezliczoną ilość tuneli. Jeszcze jedna krótka przeprawa promowa z Knutsvik, kilkadziesiąt kilometrów i skręcamy w lewo, w drogę oznaczoną Preikestolen i symbolem Ambony. Kilka kilometrów podjazdu i zostawiamy samochód na dużym parkingu, dość już jednak zapchanym. Parking kosztuje 200 NOK, płaci się przy wyjeździe. Pogoda dziś jest zdecydowanie gorsza, momentami pada i to całkiem mocno. Zabieramy więc tak samo jak wczoraj pełne wyposażenie przeciwdeszczowe. Na szlaku jest dużo turystów, to w końcu taki norweski Giewont. Każdy musi zaliczyć. Dużo ludzi starszych, ludzi z dziećmi, ludzi w bardzo słabym obuwiu. Trudno wyprzedzać wszystkich, więc idzie się dość wolno. Szlak pokonuje wzniesienie w lesie, ale potem wypłaszacza się . Jakieś drewniane platformy ułatwiają przejście przez bagnisty teren. Potem kolejne wzniesienie i znów wypłaszczenie. I znów tłumy do mijania. Potem już poważniejsze wzniesienie, na które wchodzi się kilkanaście minut . Pojawia się minimalna zadyszka. Zaczyna znów lać, chowam aparat do plecaka. Teraz juz sa ogładzone skały, jakieś małe dzieci płaczą, boją się. Próbuje jakoś pomóc, ale rodzice sami sobie dają z nimi radę. Otwiera się widok na Lysefjord , ścieżka prowadzi skalną półką nad wodami położonymi 600 m niżej. Tabliczki informują, że już za chwilę... i jest! Wielka skalna platforma pełna ludzi . Niewątpliwie piękny punkt widokowy na Lysefjord, a do tego bardzo efektowne miejsce do robienia sobie zdjęć. Niemal tak samo efektowne jak Trolltunga. Tu też ustawia się kolejka, ale idzie wszystko znacznie sprawniej niż wczoraj. Po kilku minutach mam już serię zdjęć jak stoję i siedzę na krawędzi klifu . W dół są dokładnie 604 metry, a ściana jest nie tylko pionowa, co nawet lekko przewieszona. Pod stopami ogromna otchłań i muszę przyznać ze siadanie na krawędzi jest bardziej emocjonujące niż na Trolltunga, gdzie jednak sam "język" nieco wznosił się w górę. Tu widzę w dole gdzieś hen daleko wodę i maleńkie z tej wysokości statki wycieczkowe . Sama Ambona ma też spore szczeliny przez które widać fiord w dole . Wchodzimy jeszcze nieco wyżej po skałach, by zrobić zdjęcie nieco z góry. Na szczęście cały nasz pobyt na Ambonie zbiega się w czasie z przerwą w opadach deszczu, wychodzi nawet słońce. Mamy duży fart. Gdy schodzimy, a właściwie zbiegamy na parking, pogoda znów się psuje. I znów ludzie w klapkach którzy ledwie się przesuwają i blokują szlak. Na parkingu szybkie przebranie się i ruszamy w dalszą drogę. Plan zakłada dotarcie w okolice miasta Kristiansand, by rano móc złapać prom do Danii, co oszczędzi nam minimum dwóch dni i dobre 1500 km drogi, gdybyśmy chcieli jechać przez Oslo, Goeteborg i mosty nad cieśninami Duńskimi. Prom będzie też znacznie tańszy niż przejechanie tego dość nudnego odcinka drogą lądową. Wycieczka na Ambonę okazała się dość łatwa, ale wspaniała widokowo! Kjerag i Kjeragbolten, niezbyt odległe kolejne cuda norweskich gór - poczekają na inną okazję. Nie ma sensu tam wchodzić w strugach deszczu.

by w

powrót do listy tras