na Małołączniak i Kopę Kondracką
(12 lipca 2017)

Stare Krzeptówki - Droga pod Reglami - Gronik Dolina Małej Łąki Przysłop Miętusi Małołączniak Kopa Kondracka Przełęcz Kondracka Dolina Małej Łąki Gronik - Droga pod Reglami - Stare Krzeptówki


otwórz mapkę w nowym oknie

trasa: dość łatwa, piękna widokowo, w jednym miejscu szlak ubezpieczony łańcuchem
czas (bez odpoczynków): ok. 6,5 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 15,5 km

  zobacz trasę (wizualizacja 3D)

  zobacz profil wysokościowy trasy

W: Wstawaj!
K: Ojej, znów tak wcześnie rano...
W: Jeśli chcemy iść na Giewont, to trzeba bardzo rano, bo potem będą tam dzikie tłumy.
K: Ja nie chcę na Giewont, boję sie piorunów. A krzyż podobno je ściąga.
W: Może i tak, ale w czasie burzy. A dziś zapowiadają ładną pogodę. Zresztą popatrz za okno.
K: Ale musimy na Giewont?
W: Nie musimy, myślałem że chcesz go zdobyć. To mam inny plan wobec tego.
K: To ruszajmy!
W: Wychodzimy z domu i idziemy pod Regle, gdzie drogą docieramy do wylotu Doliny Małej Łąki. Musimy kupić bilety wstępu do TPN.
K: A ja poczytam sobie tablice.
W: W dolinie w oczy rzuca się nowa nawierzchnia drogi. Jest równa, wysypana drobnymi kamyczkami. Można nawet z wózkami tu dojechać .
K: Jak idziemy?
W: W górę, a potem, na rozstaju szlaków w prawo.
K: O już widać ten rozstaj.
W: Skręcamy na niebieski szlak na Przysłop Miętusi. Tu już nie jest tak pusto jak na Słowacji, ale idzie z nami tylko jedna rodzina, razem pięć osób. Nagle...
K: Ojej, jeleń!
W: Tak, dosłownie kilka metrów od nas. Ale to młody jeleń, znacznie młodszy niż ten wczorajszy.
K: Co to jest ten przysłop?
W: Taka przełęcz. Stamtąd są ładne widoki. To już zaraz, las się kończy i to jest tam.
K: Ale czemu Miętusi?
W: Od Doliny Mietusiej, a jej nazwa pochodzi od nazwiska Miętus.
K: Aha. To odpocznijmy tu chwilę.
W: Chwila oddechu, kilka zdjęć . Pora ruszać dalej. Las tu jest gęsty, na tyle gęsty, że jest w nim wręcz ciemno.
K: Ale teraz idziemy zupełnie sami.
W: To prawda. Głośna rodzinka została w tyle. I dobrze, wolę samotność w górach.
K: Daleko jeszcze?
W: Jak wyjdziemy z lasu to dopiero zacznie się strome podejście. I nawet tam łańcuch będzie.
K: O super! Mój pierwszy łańcuch!
W: Ale tam nie ma wielkich trudności. Na Krywaniu było podobnie, ale sobie poradziłaś bez łańcucha. A byłaś młodsza.
K: To opowiem Ci znów o pokemonach.
W: Krasnoludka znów rozwodzi się nad typami i ewolucją pokemonów. Wychodzimy z lasu, chwile odpoczywamy. Rozpoczyna się strome i mozolne podejście Kobylarzowym Żlebem . Idzie się dość wolno, ale i tak wysokość jest zdobywana dość szybko.
K: Tam już są łańcuchy !
W: Owszem. Pójdziesz pierwsza, ja będe asekurował z tyłu.
K: Ok.
W: Moja asekuracja nie jest potrzebna. Krasnoludka znakomicie sobie radzi i sprawnie pokonuje skalne płyty .
K: I to tylko tyle?
W: Tyle, dalej stromo pod górę, ale tam wyżej już będzie łagodnie.
K: Ale fajnie widać! Będę się zatrzymywać i podziwiać widoki z każdego miejsca ze znaczkiem szlaku.
W: Pogoda jest wspaniała. Przejrzystość doskonała. Wieje odczuwalny wiatr, górą przesuwają się cumulusy. Przynajmniej szansa na burzę jest bardzo mała, choć na południu cumulusy zbijają się w większą, ciemniejszą chmurę. Oby dziś nie grzmiało...
K: Nie będzie burzy?
W: Moim zdaniem nie, zbyt silny wiatr. Patrz jakie widoki! Widać już Giewont!
K: Wow! I ścieżki na nim .
W: A teraz już łagodnie. Tylko to tam, to nie jest jeszcze szczyt . Szczyt jest nieco dalej.
K: Chce być pierwsza.
W: No to idź pierwsza.
K: A to już szczyt?
W: Nie, nie widać tabliczek i ludzi. Szczyt musi być nieco dalej. Ale patrz, tam jest Kopa Kondracka, Jest już sporo niżej od nas. Wiec już niedaleko.
K: O wreszcie! To już tam! Są tabliczki i ludzie.
W: Na rozległym szczycie zatrzymujemy się na dłużej. Robimy wiele zdjęć, przybijamy sobie piątki . Widoki są doskonałe, choć wyższe szczyty Tatr chowają sie co i rusz w chmurach . Ale widac znacznie dalej, wyraźnie jak na dłoni rysują się szczyty Babiej Góry, Pilska i Małej Fatry .
K: Rysy i Giewont też chcą mieć zdjęcie!
W: Fotografuję przyniesione tu pluszaki Krasnoludki . Coś zjadamy. Pora jednak iść dalej, dziś trzyma nas czas, musimy jeszcze wrócić do Warszawy.
K: To teraz na Kopę?
W: Tak, czeka nas zejście, krótkie podejście, a potem już wyłącznie zejście .
K: To znów poopowiadam o Pokemonach.
W: Słuchając kolejnych wykładów o nieistniejących stworkach sprowadzam Krasnoludkę na Małołącką Przełęcz, a potem wchodzimy na szczyt Kopy Kondrackiej. Jest tu trochę ludzi. Droga w kierunku Giewontu wygląda mało zachwycająco. Już stąd widać kolorową kolejkę pod szczytem. Że też ludziom się chce tam czekać.
K: Wieje. Zimno mi.
W: Zakładaj kurtkę. Rzeczywiście jest niezbyt przyjemnie.
K: Daleko jeszcze?
W: Tam, na tamtą przełęcz gdzie jest taki tłum . A potem w dół, tamtym szlakiem.
K: Zimno!
W: Wytrzymasz, zaraz przestanie tak wiać. Popatrz, tu wszędzie dookoła umacniają rozdeptany przez turystów szlak.
K: No właśnie, po co są te siatki?
W: Sam dokładnie nie wiem. Cały teren wokół ścieżek pokrywa jutowa siatka, a wokół są tabliczki by na nią nie wchodzić. To jakiś sposób rekultywacji stoków.
K: Ale tu tłum! A ile ludzi idzie na Giewont!
W: To prawda, schodźmy jak najszybciej.
K: I znów jest mi ciepło.
W: Uważaj na tych stopniach. Są wysokie, a dla dzieci nawet bardzo wysokie. Nie rozpędzaj się, łatwo sie przewrócić. Daj mi najlepiej rekę!
K: Ok. A tu znów wchodzimy w jakiś żleb.
W: Chodźmy szybciej, za nami mocno się chmurzy. Burzy może nie będzie, ale jeśli popada, to te skały staną się śliskie jak lód.
K: Czemu one są takie gładkie?
W: Woda i turyści je wygładzili.
K: Schodzimy już coraz nizej, kiedy to się wreszcie skończy?
W: Jeszcze trochę. Kilka razy podchodzący w górę turyści pytają nas czy daleko. Nie pytają nawet gdzie ma być daleko. Domyslam się, że jedyną odpowiedzią jest Giewont. Sa bardzo zdziwieni jak mówię im, że to dobra godzina drogi w górę. Większość z nich nie jest supełnie przygotowana ani na taki dystans, ani nie posiada żadnego plecaka czy kurtki na wypadek deszczu. No ale to tacy typowi turyści zdobywający Giewont, nie ma się co dziwić.
K: O rany, znów te skałki.
W: Idziemy od dłuższego czasu po gładkich, wyślizganych wapieniach. Z ulgą docieramy wreszcie do lasu, gdzie zaczyna się normalna ścieżka.
K: Ile jeszcze?
W: Już blisko. Wychodzimy na Wielką Polanę Małołącką. Pamiętasz ją?
K: Tak! Tu się wywaliłam w błoto i mama wzięła mnie do nosidła!
W: No właśnie. Straciłaś ochotę by iść w góry, a ja w efekcie poszedłem sam. Mama z tobą musiała wrócić.
K: Tu jest zupełnie płasko .
W: Mijamy polanę i skrzyżowanie ze Ścieżką nad Reglami. Znów zaczyna się ta nowa nawierzchnia. Nie powiem - idzie się dobrze, szczególnie po męczącej wycieczce.
K: To już koniec?
W: No jeszcze musimy dojść do końca doliny i na Krzeptówki.
K: Już widać budkę z biletami.
W: Docieramy na Krzeptówki. Oczy bolą mnie od słońca. Mimo okularów dostały dużą dawkę ultrafioletu. Soczewki mi wyschły, źle widzę. Trochę martwię sie powrotem do Warszawy. Jednak zdjęcie soczewek bardzo pomaga.
K: Zmęczona jestem...
W: Ja też, ale nie ma co marudzić. Myjemy się, coś jemy i jedziemy.

PS: W: W drodze powrotnej widoki na Tatry towarzyszyły nam daleko za Czarnym Dunajcem . Wielkim zaskoczeniem było ujrzenie ich w lusterku z przedmieść Krakowa. Aż się gdzieś zatrzymałem i zrobiłem zdjęcie. Tatry z Krakowa - widziałem drugi raz w życiu, a po raz pierwszy uwieczniłem je na fotografii . Potem pogoda się popsuła i przyszły potężne ulewy. Trafiliśmy dziś na dobry dzień w górach.

by v&w&k

powrót do listy tras