przez Zawrat do Doliny Pięciu Stawów
(30 sierpnia 2016)

Brzeziny Dolina Suchej Wody Dolina Gąsienicowa Czarny Staw Gąsienicowy Zawrat Dolina Pięciu Stawów Polskich Dolina Roztoki Wodogrzmoty Mickiewicza - Palenica Białczańska


otwórz mapkę w nowym oknie

trasa: wspaniała widokowo, biegnie przez szereg polodowcowych dolin z jeziorami; odcinki przepaściste, umiarkowane trudności, ubezpieczenia (klamry, łańcuchy).
czas (bez odpoczynków): ok. 8 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 20 km

  zobacz trasę (wizualizacja 3D)

  zobacz profil wysokościowy trasy

W: Budzę się o 5 rano. Mgła za oknem, moje buty po wczorajszej burzy ciągle mokre. Nastawiam budzik na 6:30 i przewracam się na drugi bok. O 6:30 wcale nie robi się lepiej, ale postanawiam zamiast jechać do Rohackiej, to iść na Halę Gąsienicową. Jakby miało padać, to zawsze bliżej do domu i łatwiej wrócić. Tym razem nie przez Kuźnice, nie lubię tłumu, zresztą wczoraj już szedłem przez Boczań. Jadę busem do Brzezin, gdzie wysiadając w środku lasu wywołałuję małe zdziwienie pasażerów jadących nad Morskie Oko. Nikt chyba nie wie, że tu jest jakiś szlak. Zaczynam spokojne, ale dość nudne podejście Doliną Suchej Wody . Nikogo, absolutnie nikogo. Mgła, cisza, na szczęscie nie pada. Mijam Psią Trawkę. Przed samym Murowańcem wyprzedzam... jedną osobę. Zaczyna lekko padać, więc przy schronisku zaczynam powątpiewać w sens całej wycieczki. W sumie nie mam planu co by tu robić, w głowie tłuką mi się a to Granaty, a to Kozia Przełęcz, a to Zawrat. Najbardziej się skłaniam ku Granatom. Ruszam więc dalej niebieskim szlakiem. W drodze nad Czarny Staw najpierw mijam grupę żołnierzy, którzy mają jakieś górskie szkolenia (wczoraj też ich widziałem w Kuźnicach). Zamieniam z nimi kilka słow, rozmawiamy o wadach i zaletach kamuflaży i spodni w jakie WP ubiera swoich wojaków. Sam mam nieco doświadczeń z WZ 2010 i wszyscy razem stwierdzamy, że stary "bawełniak" był lepszy w góry. Za żołnierzami mijam, a właściwie ustąpuję miejsca idącym z góry ratownikom TOPR, którzy niosą kogoś w noszach. Ten ktoś, mimo że szczelnie owinięty, lekko się rusza, więc oddycham z ulgą, że jednak "żyw, dycha jeszcze", a nie że panowie niosą zwłoki. Potem do stawu nie spotykam już wiele osób, bo raptem trzy sztuki. Mgła lekko się zaczęła unosić, ale nadal niewiele widać . Jak powiedział najbardziej rozpoznawalny komentator piłkarski "deszcz coraz mniej przestał padać", więc po chwili wahania zamiast kierować się ku Skrajnemu Granatowi, okrążam staw i ruszam w górę, w stronę Zawratu. Tu mijam uczestników kursu taternickiego, trenujących pod okiem instruktorów. Wyżej, koło Zmarzłego Stawu mijam jeszcze dwie osoby i... robi się całkowicie cicho i pusto. Mgła uniosła się nieco, w dole pode mną widać Zmarzły Staw . Mozolne i męczące podejście w górę, we mgle niezbyt widać czy to daleko czy nie, a kilka lat już nie szedłem tym szlakiem. Pamiętam tylko, że od pierwszego łańcucha na przełęcz jest już całkiem blisko. Wreszcie - jest łańcuch. Skały śliskie, mokre, niby chłodno, ale jednak parno. Warunki niemiłe . No ale pokonuję kolejne metry skał, wsłuchując się w dzwoniącą w uszach ciszę. Pod samą przełęczą, na ostatnich łańcuchach spotykam cztery osoby. Dwie z nich są górsko obyte, ale dwie pozostałe radzą sobie średnio, a na dodatek nieco boją się trudności. I na dobitkę mówią po angielsku. Trawersuję po skałach obok, omijajm łańcuchy, wychodzę na wysokość chłopaka, który sobie nie może poradzić i powoli, krok po kroku pokazuję mu jak ma stawiać nogi. Pomaga, schodzi na dół. Drugi podąża za nim. Lojalnie ich ostrzegam, że niżej będą mieli weselej i żeby się na to nastawili. Podążam na przełęcz, gdzie jest cudownie pusto . Mgła, skały i ja sam. Sam sobie musze zdjęcie zrobić . Potem od strony Piątki dochodzi rodzina z ciekawym świata chłopcem, ale poza tym nadal jest spokój. Kilka zdjęć "niczego nie widać" i marsz w dół. I tu, o dziwo - pogoda raptownie zaczyna się poprawiać . Rozwiewa chmury i mgłę, wychodzi słońce, ukazują się wszystkie stawy. Wyjmuję wreszcie lustrzankę z plecaka, robię trochę zdjeć. Pogoda wyraźanie się poprawia . Zejście przedłuża się przez częste postoje fotograficzne . Powoli odczuwam w nogach też przebyte kilometry, a co gorsza idę cały czas w mokrych butach, które od wczorajszej ulewy jeszcze nie doschły. Wreszcie docieram na dno doliny, idę wzdłuż Wielkiego Stawu. Postanawiam już nie zachodzić do schroniska, bo w sumie jest mi ono potrzebne jak dziura w moście. Od razu schodzę wzdłuż Siklawy. Wodospad wygląda majestatycznie w porównaniu z zeszłorocznym końcem sierpnia, gdy była susza, a woda ledwie ciurkała. W Dolinie Roztoki panuje zupełny spokój, cisza, ludzi bardzo mało. Ostatnie dwa kilometry schodzę w towarzystwie przygodnego turysty, dyskutując na górskie i niegórskie tematy. Na asfalcie... pusto! Szok! To znaczy... pusto jak na asfalt, w ogóle to jacyś ludzie idą. W Palenicy usmiecham się szeroko, bo wsiadam do busa mojego Gospodarza, pana Tomka, więc dostaję honorowe miejsce obok kierowcy i całą drogę mam z kim rozmawiać.

Ogólnie wycieczka udana, choć z rana nie sądziłem że się cokolwiek uda.

Jutro jeśli pogoda będzie widokowa - to Kralova Hola. Jeśli będzie mgliście, to jakaś nudna dolina w Tatrach. To ostatni dzień pobytu, po wycieczce czeka mnie 500 km jazdy, więc wolę by to nie było jakieś ekstremum. Rohacze poczekają na kolejną okazję, mam nadzieję że postoją do tej pory

by v&w

powrót do listy tras