na Skuleberget
(6 lipca 2016)

trasa: stroma na podejściu, łagodna w zejściu, z dużą ilością sztucznych ułatwień (schodki i drabinki)
czas (bez odpoczynków): ok. 2 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 3,5 km

  zobacz trasę (wizualizacja 3D)

  zobacz profil wysokościowy trasy

W: Nasza podróż wokół Bałtyku trwa już tydzień. Dotarliśmy na Nordkapp, przejechaliśmy kilkaset kilometrów przez postrzępione Góry Skandynawskie za kołem podbiegunowym. Potem w Narwiku odbiliśmy na południowy wschód, w stronę północnej Szwecji. Minęliśmy nieprawdopodobnie dzikie pustkowia szwdzkiej Laponii, przez górnicze miasta Kiruna i Gallivare dotarliśmy do północnego wybrzeża Zatoki Botnickiej. Od dwóch dni jedziemy na południe wzdłuż wybrzeży Bałtyku. Dziś zamierzamy dotrzeć aż w okolice Sztokholmu, co oznacza wiele godzin spędzonych w samochodzie.
V: Prowadzimy na zmianę, na szczęście bardzo dobra droga E4 pozwala na szybką i komfortową jazdę. Miła odmiana po norweskich serpentynach.
W: Spójrz, co to jest? Może zjedź tam? GPS mówi, że tu jest jakiś park narodowy.
V: Skręcamy w prawo, na spory parking.
W: Park Narodowy Skuleskogen. O rany, toż to takie miniaturowe góry!
V: Jakieś takie ostańce, coś co wynurzyło się z morza.
W: Naprzeciwko parkingu wznosi się pionowa ściana, mająca ponad 200 m wysokości . Jej środkiem biegną... via ferraty! Kurcze, powspinać się można. Ja chcę!
V: A sprzęt masz?
W: Nie mam, ale patrz, tam jest centrum turystyczme i wypożyczalnia. Idę się spytać co i jak.
V: Wracasz z niewyraźną miną.
W: Wypozyczalnia jest, całkiem wypasiona. Ale trzeba zostawić słoną kaucję za sprzęt, nie mamy tyle gotówki. No cóż, ale na szczyt prowadzi też zwykły turystyczny szlak. Chcę tam koniecznie iść, dobrze mi to zrobi, po tygodniu spędzonym głównie na siedząco.
V: Oglądam tablicę informacyjną. Jak chcę morza bardziej niż gór. Jak chcesz to idź sam, a my z Krasnoludką podjedziemy nad morze. To kilka kilometrów, a tam też są fajne skały i klify.
W: Dobrze. Cała wycieczka zajmie mi jakieś półtorej godziny. Spotkamy się tu, pod centrum turystycznym.
V: Ok.
W: Ruszam pod górę. Czuję że lekko nie będzie, bo ścieżka pnie się bardzo stromo, w pięknym lesie, rosnącym, jak to w Skandynawii - wprost na skałach . Strome i gęste zakosy wprowadzają coraz wyżej, pojawiają się jakieś tabliczki informacyjne "grotten" i "toppen". Nie znam szwedzkiego, ale z pewnością chodzi o jakąś jaskinię i o szczyt. Na trasie pojawiają się metalowe ułatwienia - drabiny, schodki, klamry i łańcuchy . Wchodzimy na tą samą ścianę, którą biegną via ferraty, tyle że jest to szlak przystsowany dla ludzi bez sprzętu. Bez tych ułatwień szlak byłby równie trudny do pokonania jak Orla Perć. A z ułatwieniami? Idzie się po prostu po stromych schodach i kolejnych drabinach. Problem mogą mieć tylko ludzie z dużym lękiem wysokości. W prawo skręca odboczka do jaskini, gdzie docieram w kilka minut. Jaskinia... no własciwie grota w skalnej ścianie, nic specjalnego. Wracam na główny szlak, podziwiając dobrze już stąd widoczny Bałtyk i jego głęboko wcięte w ląd zatoki . W sumie ciekawe przeżycie - wspinać się po skalnym szlaku nad Bałtykiem. Z polskiej strony morze wygląda zupełnie inaczej. Główny szlak prowadzi dalej w górę, wokół straszą wystające ze skał metalowe pręty. Chyba wymieniają zabezpieczenia, bo same w sobie pręty są dośc groźne, można się na nie nadziać. Jeszcze kilka minut i wyłania się szczyt , z drewnianym budynkiem i szwedzką flagą powiewającą na maszcie. Uff... gorąco, choć wieje tu całkiem nieźle. Widok piękny - na skalne strome wzgórza, na klify, na samo morze i tylko nitka drogi ekspresowej w dole przypomina, że trafilismy tu w sumie przypadkiem. Co ciekawe, z drugiej strony na szczyt wiedzie kolejka krzesełkowa, więc można tu dotrzeć całkowicie bez wysiłku. Robię jakies zdjęcia i ruszam w dół, ale tym razem szlakiem zejściowym, który jest nieco dłuższy. Z początku wygląda to w ogóle nieco śmiesznie, bo są to drewniane pomosty, po których maszeruje się w pewnej dległości od ziemi . Dalej jednak zostaje zwykła ścieżka. Las jest niezwykle malowniczy, taka kwintesencja Skandynawii - w skałach są głębokie rozpadliny, głazy porastają piekne mchy i kolorowe porosty, na tym rosną sosny i jodły . Jak z obrazka. Idę, idę, idę... zaczynam się w końcu niepokoić czy idę dobrze, czy przypadkiem nie schodzę w jakąś złą stronę, bo cały czas oddalam się od parkingu. W końcu sprawdzam mapę topo w telefonie - okazuje się że idę dobrze, tylko szlak zatacza wielką pętlę. Wreszcie dochodzę do zwykłej szutrowej drogi, tzw. Drogi Złodziei i nią, po ok. kilometrze marszu - docieram na parking. Widzę was z daleka.
V: Idealnie wyrobiłeś się tak jak się umówiliśmy. Jak tam na górze?
W: Widoki fajne, a i sama ściana niczego sobie. No i piękna przyroda. A jak u was?
K: Byłyśmy nad morzem!
V: Tak, pojechałyśmy tam, potem tam. Nie ma tam jakiejś plaży, ale takie zbocza wchodzące do tej zatoki. Ciekawe miejsce. Trochę się porelaksowałyśmy. W sumie dobrze odpocząć chwilę od siebie, po tygodniu siedzenia razem.
W: A ja się rozruszałem, dobrze się przejść i wykonać jakiś wysiłek.
V: To zobaczmy jeszcze to centrum turystyczne.
W: W środku nowoczesnego budynku są różne ekspozycje poświęcone samemu parkowi, obajśniające geologiczny fenomen i powstanie skalistych wzgórz.
K: I kości dinozaurów!
V: No tak, wszystkiego można dotknąć, posłuchać dźwięków w słuchawkach itp.
W: Ok, wracajmy do samochodu, mamy jeszcze ze 300 km do zrobienia.
K: Gdzie jest Sverige? Gdzie moja rybka?
V: Ojej... zgubiłaś ją?
W: Spokojnie, przed chwilą miałas ją w ręku. Na pewno gdzies ją w środku zostawiłaś.
V: Wracamy by odnaleźć maskotkę Krasnoludki - pluszowego pstrąga, pamiątkę ze Szwecji.
K: Jest! Znalazła się!
W: Uff... dzięki Bogu.
V: Musiałbyś kupic nową...
W: I tak byłaby już inna i byłby wielki płacz... dobrze że się znalazła.

by v&w

powrót do listy tras