na Śnieżkę
(18 kwietnia 2016)

Karpacz - Bierutowice Biały Jar Kopa Śląski Dom Śnieżka (powrót tą samą trasą)

trasa: łatwa, w górnej partii niewielkie skałki ubezpieczone poręczami i łańcuchami
czas (bez odpoczynków): ok. 5,5 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 11,5 km

  zobacz trasę (wizualizacja 3D)

  zobacz profil wysokościowy trasy

UWAGA! Czas podany wyżej jest czasem bez odpoczynków i obliczony na możliwości średniego tempa ludzi dorosłych. W opisanym tu wariancie, przy wycieczce z 6-letnim dzieckiem, w warunkach zimowych, czas ten nawet przy dobrej pogodzie może być 1,5-2 razy dłuższy!

W: Wracając z Pragi zatrzymaliśmy się w Karpaczu. Postanowiliśmy z Krasnoludką wejść na Śnieżkę. Gdzieś po głowie chodziła mi wcześniej Kralova Hola, ale to jest niemal 400 km od Pragi, więc nasze podróż wydłużyłaby się znacznie. Kralova Hola poczeka, choć niewątpliwie widoki z niej są znacznie piękniejsze niż ze Śnieżki.
V: Podjeżdżamy do Karpacza, a tam do dolnej stacji wyciągu na Kopę. To wy idźcie na górę, ja pojade się porelaksować w Karpaczu i za kilka godzin się tu spotkamy. Chyba tłumów nie będzie, bo pogoda nieszczególna i nikogo nie ma tu na parkingu.
W: Ostatni raz byłem tam... pod koniec lat 80-tych. Zobaczymy jak wygląda teraz. Krasnoludko, ruszajmy!
K: Tak, ja chcę jeden kijek!
W: Dobrze, weź, tylko idź równym tempem. Nie za ciężki ten twój plecaczek?
K: Nie, idzie mi się dobrze.
W: Docieramy do samej kolejki. Okazuje się się, że od 1987 niezbyt wiele się zmieniło, kolejka nadal ma takie tandetne, drewniane jednooosobowe krzesełka. Liczyłem że nią pojedziemy oszczędzając sobie nudnego jak flaki z olejem podejścia w lesie. Kolejka jednak nie działa, w końcu martwy sezon i czas na jakieś remonty. Ale i tak bym nie posadził Krasnoludki na takim krzesełku, aby jechała sama. Zaczynamy więc długie, choć łagodne podejście. K: Ciepło mi się robi.
W: No wiem, to naturalne że jest nam ciepło, bo nasze ciało rozgrzewa się przy wysiłku.
K: I plecak jest ciężki.
W: No jest, ale musisz dać radę.
K: Przeszkadza mi!
W: To po co go było brać? Teraz marudzisz.
K: A możesz go wziąć ode mnie?
W: Mogę, mogę... jeśli mamy sprawnie wejśc na górę to nawet muszę, o inaczej będziesz marudzić i nas spowalniać. Zatrzymuję się i chowam plecaczek Krasnoludki do swojego plecaka.
K: Dziękuje!
W: Idziemy dalej. Niby zwykła droga, ale męczy, co?
K: Oj tak! Ale zaraz dogonimy tamtych państwa.
W: Małżeństwo w średnim wieku jest szczerze zachwycone raźno maszerującą pod górę Krasnoludką. Rozmawiamy chwilę i wyprzedzamy ich nieco.
K: A opowiesz mi o lawinach? O budowie Karkonoszy? A czemu one sa starsze od Tatr? A jak powstały? Jakie to fałdowanie? A tu też schodzą lawiny?
W: Odpowiadam po kolei na wszystkie pytania, zawzięcie dyskutujemy. Idąca za nami para jest pod jeszcze większym wrażeniem dociekliwości Krasnioludki.
K: A co to za tabliczka?
W: No a co tu jest napisane?
K: Uwaga lawiny.
W: No właśnie, to ostrzeżenie przez lawinami. Tu miał miejsce najgorszy wypadek lawinowy w historii Polski .
K: Ale teraz nic nam nie grozi?
W: Nie, teraz śniegu jest za mało.
K: A na Śnieżce jest UFO?
W: Tak, to takie obserwatorium i bufet, wygląda jak latające spodki. Niedługo zobaczysz.
K: Ojej, śniegu coraz więcej!
W: No więcej, w dodatku jest zlodowaciały i bardzo śliski, musimy iść ostrożnie. Już niedługo będzie górna stacja kolejki.
K: Daleko jeszcze?
W: Nie, patrz, tam już widać budynek .
K: A na Śnieżkę daleko?
W: No kawałek, zaraz ją zobaczysz.
K: Jest! Ale UFO nie widać...
W: Sam szczyt Śnieżki chowa się w chmurach. Martwi mnie to nieco, bo nic mozemy nie zobaczyć. Poza tym cała droga podejściowa pokryta jest jeszcze śniegiem.
K: Tam jest jakieś schronisko.
W: Tak, to "Śląski Dom", zaraz tam będziemy. To nawet nie szlak, a brukowany chodnik, ceprostrada jaką trudno znaleźć gdziekolwiek indziej. Mijamy jakąs rodzinę, pani głośno narzeka, że jest śnieg i ona kategorycznie nie idzie dalej! Bo jej buty mogą przemoknąć. Tata i dwoje nastoletnich dzieci patrzą na nią z nieukrywaną złością, bo widać było że bardzo chcieli wejść na szczyt, namęczyli się, a mama zrobiła dziką awanturę i nie pozwoli im iść dalej. Trudno, nie nasza sprawa. Ale te zazdrosne spojrzenia jakie kierują dzieci na znacznie od nich młodszą Krasnoludkę idącą dziarsko dalej - bezcenne. Mijamy wielgachne PRL-owskie schronisko i ruszamy w górę, na niezbyt odległy szczyt .
K: Widac UFO!
W: No tak, chmury się podniosły i "latające spodki" stały się doskonale widoczne. Trzeba teraz bardzo uważać!
K: Ale dużo śniegu...
W: Właściwie lodu i sniegu. To śliskie i niebezpieczne. Nie mamy raków ani raczków, zresztą nie wiem czy są dla dzieci. Musisz wbijać kijak głęboko, jak czekan i mocno się go trzymać. I jak najdalej od zbocza, będę cię asekurował.
K: Oj, leżę! Już któryś raz.
W: no lezysz, ale jest strasznie ślisko. Nie ma się czym martwić!
K: Łał, ale widoki!
W: Owszem, Śnieżka wystaje wysoko ponad grzbiet Karkonoszy i jest doskonałym punktwm widokowym na te góry.
K: Już tak blisko!
W: Jeszcze kilka minut i docieramy na szczyt. Gratulacje, sama zdobyłaś najwyższy szczyt w Sudetach! Przy okazji najwyższy szczyt Czech.
K: Ale UFO jest zamknięte...
W: Ojoj, nie płacz, chyba jakis remont mają...
K: A tak chciałam wejść do środka.
W: Nie płacz, spokojnie. Możemy zajrzeć przez okno.
K: A tak chciałam...
W: Nie płacz... w końcu Krasnoludka uspokaja się, ale zawód jest ogromny. Robimy nieco zdjęć , coś jemy wysyłam SMS do Violavii i ruszamy w dół .
K: Jadę! Łup! Hihi!
W: Idź ostrożniej!
K: Ale jest strasznie ślisko! Znów łup! Śmiesznie.
W: Mi jest mniej do smiechu, bo nie traktuje upadków jako zabawę, tylko jako potencjalne niebezpieczeństwo. Łapię Krasnoludkę za rekę, mocno i głęboko wbijamy kijki, stawiamy stopy w wybitych śladach. Asekuruję ją cały czas.
K: Leżę już osiemnasty raz!
W: Miło że liczysz, ale skup się by się nie przewracać.
K: Łup! Dziewiętnasty raz. Hihihi!
W: Skup się! Docieramy wreszcie do płaskiej drogi. Ufff...
K: Wejdziemy do schroniska?
W: Tak, ale nie na długo, musimy dzis jeszcze do Warszawy dojechać. W Śląskim Domu pijemy gorącą czekoladę, zjadamz batoniki i ruszamy w dół.
K: Skoro jest płasko, to może poniesiesz mnie trochę na barana?
W: Trochę mogę. Ale teraz pozostał mi tylko jeden kijek bo drugą ręką trzymam Ci za stopę, byś nie spadła . Mam na sobie 30 kg żywego obciążnika i jakieś 8 kg w plecaku - Ale trzeba raźno iść w dół. Z pewnością jest to szybsze tempo, niż gdybyśmy szli obok siebie, bo jesteś troszkę zmęczona.
K: Tak, jestem. Poniesiesz mnie jeszcze?
W: Poniosę, w dół nie ma wielkiego problemu. A śniegu coraz mniej. Kooło Białego Jaru postanawiam jednak zdjąć Krasoludkę z karku, raz że jest tu stromo, dwa że są jakieś wybitnie koślawe kamienie, jak w dnie potoku, boję się potknąć. Jednak 300 m dalej, gdy kamienie się kończą, Krasnoludka znów znalazła się "na baranie" (czasem myślę że określenie "na ośle" byłoby trafniejsze).
K: A opowiesz mi o łańcuchu pokarmowym? A jak to jest że materia krązy w przyrodzie? A co się dzieje z tym co jemy? A to się wbudowuje w nasze ciało? A co potem?
W: Jeszcze 40 min zejścia urozmaiconego rozmową o ekologii lasu, o roślinach nago i okrytonasiennych, o łańcuchu pokarmowym i dochodzimy do parkingu. Uff... kręgosłup skrócił mi się o minimum 5 cm.
V: Jesteście! Jak było na górze?
K: Zimno i pełno śniegu!
V: W końcu Śnieżka. Weszłaś sama?
K: Tak, zupełnie sama!
V: Gratuluję!
W: Jeszcze po drodze obiecany McDonalds w Jeleniej Górze - no wiadomo, nagroda za dzielność być musi, kalorie też trzeba uzupełnić. I 500 km jazdy Do Warszawy. Tak Krasnoludka zaliczyła najwyższy szczyt Sudetów, ja sobie przypomniałem jak tam jest. Na jesieni zrobimy Kralovą Holę, Kozi Wierch i Rysy. Może Sławkowski Szczyt? Dla Krasnoludki idealne trasy - wysoko a łatwo. No i każdy z nich to powalający widok, czego o Śnieżce raczej nie da się powiedzieć. A z czasem - Etnę, Musałę i Wichren, ale to w dalszej perspektywie. Aha, Śnieżka to również najwybitniejszy szczyt Polski!

by v&w

powrót do listy tras