Dolina Kościeliska, Jaskinia Mroźna i Wąwóz Kraków
(28 sierpnia 2015)


otwórz mapkę w nowym oknie

trasa: niewyczerpująca, miejscami niewielkie trudności. Wymagane cieplejsze okrycie
czas (bez odpoczynków): ok. 4,5 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 17 km

  zobacz trasę (wizualizacja 3D)

  zobacz profil wysokościowy trasy

UWAGA! Czas podany wyżej jest czasem bez odpoczynków i obliczony na możliwości średniego tempa ludzi dorosłych. W opisanym tu wariancie, przy wycieczce z 5-letnim dzieckiem, czas ten nawet przy dobrej pogodzie może być 1,5-2 razy dłuższy!

W: Po wczorajszej, męczącej wycieczce, dziś planujemy coś znacznie lżejszego. Dolina Kościeliska będzie idealna.
V: Tym razem nie zrywamy sie bladym świtem.
W: Po niespiesznym śniadaniu pakujemy zestaw minimum do małego plecaka i dobrze po 11 wyruszamy na wycieczkę.
V: Ależ jesteś poparzony. Mówiłam, żebyś się posmarował kremem z filtrem.
W: Owszem, ramiona mnie bolą, szczególnie gdy zakładam plecak. Tym razem smaruję się grubą warstwą kremu.
V: Idziemy spacerkiem Drogą pod Reglami . Krasnoludka maszeruje na własnych nóżkach.
W: Większość potoczków jest wyschnięta. Upał jest straszny, na szczęście idziemy głównie w cieniu.
K: Co to jest?
V: To ośrodek treningowy dla pilotów wojskowych.
W: Za Gronikiem schodzimy na moment na szosę, ale wkrótce wracamy na Drogę pod Reglami.
K: Ja chcę mieć kij do podpierania.
V: Masz, ostrugaj jej.
W: Scyzorykiem obieram z kory "kostur wędrowcy".
V: Odpoczywamy przy wylocie Staników Żlebu. Ciekawe, co to za maszt?
W: Jakaś łącznosć radiowa, może straży granicznej lub TOPR? Patrz, tu chyba mają zamiar wybudować jakieś budki.
V: Droga jest odnowiona, wyrównana, wysypana ładnym żwirem; miejscami jest poszerzona, jakby zrobiono miejsce dla straganów.
K: Ja chcę do nosidła! Nudno!
W: Wczoraj przecież zdobyłaś Krywań!
K: Ale tu jest nudno!
W: Zrezygnowany zerkam na zegarek i stwierdzam, że lepiej jednak będzie wziąć ją do nosidła.
V: Przy wylocie Doliny Kościeliskiej, jak prawdziwe cepry, kupujemy sobie lody.
W: A ty do tego idziesz w sandałach. Ale obciach!
V: Po pierwsze, w dolinie nie są mi potrzebne górskie buty. Po drugie, po wczorajszej wycieczce mam tak obite palce, że sandały są jedynym rozsądnym wyjściem. A po trzecie, mam w plecaku buty, założę je, jesli zajdzie taka potrzeba.
W: Oj dobra, żartowałem. Tu przecież jest najzwyklejsza droga, idą ludzie z wózkami.
K: Gdzie będzie ta jaskinia?
W: Jeszcze trochę. Tu odchodzi szlak na Ciemniak, szliśmy nim z tobą jak byłaś malutka, możesz tego już nie pamiętać.
V: Po grudniowych huraganach sprzed roku, dolina straciła dużo że swojego uroku. Łyse zbocza przedstawiają soba smutny widok .
W: Ty, popatrz jaki lanser!
V: Gdzie?
W: Tam za Tobą. Ma sztywne, wysokie, lodowcowe buty pod raki automatyczne. Jak on w nich wytrzymuje!? Ale rozumiem, lansik musi być.
V: Raz po raz dopełniam bidon wodą z potoku.
W: Parę łyków zimnej wody w tym upale działa orzeźwiająco.
V: Dochodzimy do szlaku do Jaskini Mroźnej.
W: Wreszcie jakiś marsz pod górę. Dobrze, że w lesie i jest cień.
K: A daleko do tej jaskini?
V: Nie, z 10 minut. Ale czemu tak strasznie pod górę?
W: Słyszycie? To generator prądu, jesteśmy już niedaleko .
V: Po chwili siadamy na ławeczce prze wejściem do jaskini.
W: Byliśmy tu ostatnio 10 lat temu, w czasie naszego pierwszego wyjazdu w góry.
V: Załóżmy polary, w środku sa 4 stopnie i wilgoć.
W: Pamiętaj, idzesz grzecznie i się słuchasz!
K: Tak, dobrze.
V: Kupujemy 2 bilety po 4 złote i wchodzimy w sztucznie przebity tunel do wnętrza jaskini.
W: Brrrr... zimno!
V: Idę pierwsza.
W: Muszę nieść nosidło z przodu, bo zahaczam nim o skały .
K: Ale tu fajnie!
W: Uważaj na schodkach. Są śliskie .
K: Trochę się boję. Jestem bardzo ostrożna.
V: Ta jaskinia jest oświetlona. Pomysl jak jest w tych, w których nie ma światła.
W: Ja tam zawsze źle się czuję w takich skalnych szczelinach. Mam wrażenie, że te skały sie zapadną i nas zmiażdżą. Nie mógłbym byc grotołazem.
K: O, jakie poręcze.
V: Chyba je wymienili. Gdy ostatnio tu byliśmy, były drewniane. I były łańcuchy.
W: Tu trzeba iść w kucki. Uwaga na głowy!
K: Uważamy. Ja nie muszę iść w kucki.
W: Na szczęście po metalowym podeście w kucki idzie się bez problemów.
V: Wcześniej były tu pomosty z deseczek, nie było tak wygodnie.
K: Schodzimy w dół, w głąb Ziemi.
W: Fajna komora . Patrz, jakie nacieki!
V: Stalaktyty, stalagmity i stalagnaty. Pamietam z geografii z podstawówki.
W: Kolejne schody, tym razem pod górę. Widac światło dnia. Koniec jaskini.
V: Uff... ale tu gorąco.
W: Rozbieramy się. Ubłocilismy się strasznie. Ale w Mylnej jest gorzej.
K: Jakie schody w dół.
W: No tak, musimy teraz zejść na dno doliny. Uważaj na te kamienie.
K: Dlaczego?
W: To jest miękka skała wapienna. Wyślizgana od deszczu i przez depczących po niej ludzi. Jest jak kawałek lodu.
V: Przed nami idzie grupka dzieci. Ślizgaja sie i chichrają. Krasnoludka przyłącza się do ogólnej wesołości .
W: Dochodzimy na dno doliny .
K: Co tu tak śmierdzi!?
W: Konie. I toi-toie.
V: Szybkim krokiem mijamy miejsce postoju dorożek i wchodzimy na Halę Pisaną .
W: Jest wejście do Wąwozu Kraków
V: Ciekawe, że nikt tu nie skręca.
W: Zawsze mnie to zastanawia. Takie magiczne miejsce, a niewiele osób je odwiedza. Mimo wszystko tu bym zakończył dziś nasza wycieczkę i odpuścił sobie marsz do schroniska.
K: A dlaczego?
W: To jeszcze kawałek drogi, a właściwie nie ma tam nic ciekawego. Po za tym jest juz dość późno.
V: Wkraczamy w baśniową ciszę. Światło wpadąjce z góry rozprasza się łagodnie. To miejsce jedyne w swoim rodzaju .
W: Wapienne ściany wąwozu porasta wyżej bujna roślinność. Oczywiście turystów jak na lekarstwo.
V: Może podejdźmy do Smoczej Jamy.
W: Nie, nie. Pamiętasz jak tam sie idzie? Łańcuchy, stromo w górę. Lepiej nie ryzykowac z Krasnoludką.
K: To tutaj Smok Wawelski przylatywał na wakacje?
W: Wedle góralskich legend - tak.
V: Robimy wspólne zdjęcia i wracamy do gwarnej doliny.
W: Biorę ją do nosidła i idziemy w dół. Późno sie robi.
V: Dziarskim krokiem, wyprzedzając wszystkich, idziemy w kierunku Kir.
W: Takiej to dobrze, jedzie jak na wielbłądzie .
K: Hihihi.
V: Chce ci się iść do Zakopanego piechotą? Może podjedźmy busem?
W: Dobry pomysł.
K: Pojadę prawdziwym górskim busem. Ale jeszcze przecież obiecaliście mi loda.
W: Kup jej, poczekamy te 5 minut.
V: No już dobrze, zjadłas. Wsiadamy do busa.
W: Po kilku minutach jesteśmy na Krzeptówkach. Niby nic, a przeszliśmy 17 kilometrów. Na szczęscie prawie po płaskim.
V: To co? Jutro Pięć Stawów?
W: Bardzo chętnie.

by v&w

powrót do listy tras