z Wetliny na Przełęcz Orłowicza i Smerek
(4 kwietnia 2015)

Wetlina Przełęcz Orłowicza Smerek (powrót tą samą trasą)


otwórz mapkę w nowym oknie

trasa: niewyczerpująca, spacerowa, ładna widokowo
czas (bez odpoczynków): ok. 2,5 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 10 km

  zobacz trasę (wizualizacja 3D)

  zobacz profil wysokościowy trasy

W: Przyjeżdżamy do Wetliny po południu. Ale ta pogoda płata figle. Było kilka dni ładnie, a dziś sypnęło śniegiem i to mocno. Mimo że Bieszczady to takie większe wzgórza, to warunki jednak są zdecydowanie złe na wycieczki.
V: Zostaniemy z Krasnoludką w naszym pokoiku. Odpoczniemy po podróży.
W: Ok, ja pójdę na małą, zapoznawczą wycieczkę. Wejdę z Wetliny na przełęcz Orłowicza, a potem albo na Połoninę Wetlińską, albo na Smerek.
V: Tylko uważaj na siebie.
W: Spokojnie, to tylko rekonesans. Wiem że jest dość późno.
V: Ok.
W: Wyruszam z naszego pensjonatu na wprost przez pola. Jest tu co prawda jakaś droga, ale ciężko wyznaczyć jej przebieg pod śniegiem. Muszę dojść do asfaltówki prowadzącej z Wetliny w stronę grzbietu Połoniny Wetlińskiej, a dokładniej jego przedłużenia jakim jest Smerek. Wkrótce trafiam na drogę , która prowadzi wprost ku Przełęczy Orłowicza. Stąd wydaje się, że to niezwykle blisko i bardzo nisko. W ogóle całe te góry, mimo że bardzo rozległe, są niziutkie - najwyższe szczyty to wysokość tatrzańskich regli. Nie dziwię się, że to właśnie połoniny cieszą się takim powodzeniem. Trudno mi czerpać przyjemność z mozolnego marszu przez las, gdzie nic nie widać. I nie przekona mnie żadna mityczna magia Bieszczadów, czy dzikość i odludność szlaków. Z połonin przynajmniej są jakieś widoki. Asfalt wkrótce się kończy, droga robi się śnieżno-błotnista, miejscami wpadam po kolana w mokrą breję. Spotykam sporo ludzi, większość idzie w dół ze względu na godzinę. Mijam właściwy początek szlaku i budkę parku narodowego, teraz ścieżka zaczyna piąć się w górę . Miejscami są schodki z poręczami, miejscami zwykła, łagodna ścieżka. Jestem coraz wyżej. Zaczyna sypać mokry śnieg. Gdy dochodzę do wiaty turystycznej śnieg robi się na tyle dokuczliwy, że zmusza mnie do założenia kurtki i zaciągnięcia kaptura. Cholera z tą pogodą... wejdę na górę i nic nie zobaczę. Dalej szlak przekracza coś w stylu poziomej skalistej grzedy. Jest tu strasznie ślisko i chwilę męczę się w tym miejscu. Po kilku minutach wychodzę z lasu i odsłania się widok na nieodległą przełęcz. Szlak jest już wyznakowany tyczkami, można trafić nawet w zadymce. A zadymka właśnie przybiera na sile. Po wejściu na przełęcz ruszam w stronę Smereka. Wiatr wieje prosto w twarz, śnieżno-lodowe igiełki biją tak, że aż boli. A mgła ogranicza widoczność do jakiś 50 metrów, więc idę nie widząc celu marszu. No ile jeszcze? Zaczynam się martwić czasem, niedługo zacznie się ściemniać. Grzbiet wreszcie wypłaszcza się . Ale nadal nie widać krzyża, który jest przy skrzyżowaniu szlaków. Ze wskazań GPS wynika że to jeszcze kawałek, choć mam właściwie wysokość taką jak sam wierzchołek. Coraz silniejszy wiatr i coraz późniejsza godzina powodują, że rezygnuję z dotarcia do krzyża. Jestem gdzieś w pobliżu szczytu , niepotrzebne mi do szczęścia dojście do czysto symbolicznego miejsca. Zawracam - teraz wiatr wieje mocno w plecy, więc idzie się szybko i bez wysiłku. Tyle, że kopny i przewiany śnieg wykręca miejscami nogi, co w połączeniu z wiatrem kilka razy "sprowadza mnie do parteru". Już bez zatrzymania przechodzę przez przełęcz; zaczyna się wyraźnie ściemniać. Byle minąć to niemiłe miejsce ze śliskimi skałkami, potem można już iść po ciemku. W dolnej części szlaku niemal biegnę, na co pozwala duża ilość sniegu, który doskonale amortyzuje kroki. Gdy wychodzę na asfaltową drogę jest zupełnie ciemno, na szczęście śnieg pada o wiele mniej. Kilkanaście minut później docieram do naszego pensjonatu.
V: I jak wycieczka?
W: Przyjemna, choć na górze fatalne warunki. Wiatr, śnieg, mgła. Byłem gdzieś w okolicach szczytu, ale do krzyża nie dotarłem.
V: To co jutro planujesz?
W: Z Krasnoludką w nosidle - podejsć do Brzegów Górnych i wrócić do Wetliny grzbietem Połoniny Wetlińskiej. Zresztą zobaczymy rano.

by v&w

powrót do listy tras