przez Kozią Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów
(17 września 2005)

Kuźnice Boczań Przełęcz między Kopami Dolina Gąsienicowa Zmarzły Staw Kozia Dolinka Kozia Przełęcz Dolinka Pusta Dolina Pięciu Stawów schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Dolina Roztoki Dolina Roztoki Wodogrzmoty Mickiewicza - Palenica Białczańska


otwórz mapkę w nowym oknie

trasa: piękna widokowo; umiarkowane trudności, wzrastające do znacznych przy mokrej lub oblodzonej skale; duża ilość sztucznych ułatwień.
czas (bez odpoczynków): ok. 5-6 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 18 km

  zobacz trasę (wizualizacja 3D)

  zobacz profil wysokościowy trasy

W: Znowu jedziemy w góry, tym razem nocnym PKS-em, w którym - o dziwo! - udaje nam się nieco pospać. Siódma rano jesteśmy w Zakopanem.
V: Od razu idziemy do Murowańca. Tam zdecydujemy, co robimy dalej.
W: Marzy nam się drugi odcinek Orlej Perci, ale pogoda jak na razie nie zapowiada sie najlepiej.
V: Zobaczymy.
W: Deszcz, zimno i mglisto. Ale kto wie?
V: Na Boczaniu spotykamy dwie osoby.
W: Na moment przestaje padać, ale gdy dochodzimy do schroniska, leje znowu.
V: W Murowańcu tłumnie i ciepło, szyby zaparowane. Podsuszamy się nieco, jemy śniadanie.
W: Plan z Orlą Percią ostatecznie upada. Propozycja: Idziemy przez Kozią Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów.
V: Wychodzimy. Przestaje padać, ale mgła gęsta jak mleko. Przy odejściu szlaku na Kościelec Czarnego Stawu nie widać wcale .
W: Idziemy dookoła stawu.
V: We mgle majaczy wysepka .
W: Dobrze że nie pada. Wiele nie zobaczymy w tej mgle, ale będzie się szło przyjemnie.
V: Podejście na próg Zmarzłego Stawu .
W: Przekonamy się, jak nasze vibramy trzymają się mokrej skały.
V: Nie jest źle. Dochodzimy do rozgałęzienia szlaków.
W: Chcesz kolejne zdjęcie w tym miejcu?
V: Pewnie!
Pstryk!
V: Jak szliśmy tędy w lipcu na Zawrat, była identyczna mgła . No, może było nieco cieplej.
W: Miałaś krótkie spodenki.
V: Obchodzimy Zmarzły Staw i dochodzimy do odejścia szlaków na Zadni Granat i do Żlebu Kulczyńskiego.
W: Coraz stromiej pod górę. Dochodzimy do gładkich skalnych płyt .
V: Tu jest nieco nieprzyjemnie, ślisko.
W: I zaraz potem pierwsze łańcuchy . Widać już kontur przełęczy.
V: Mijamy pierwszego turystę od momentu wyjścia z Murowańca. (Jak sie potem okazało jedynego aż do Doliny Pięciu Stawów.)
W: Mówi, że w górze jest nieco nieprzyjemnie. Ale nie wieje.
V: Rany, jaka rynna. Ciasno, ślisko, jakiś wielki skalny próg, nie ma gdzie nogi postawić ; do tego zaczyna znowu padać.
W: Jeszcze chwila i jesteśmy na przełęczy.
V: Ale wąsko!
W: Widzisz, tu biegnie Orla Perć.
V: Zaraz, zaraz, będziemy szli wspólnym odcinkiem?
W: Kawałek , potem już w dół.
V: Pada coraz mocniej. Wcinamy czekoladę, szybkie zdjęcie i schodzimy.
W: Przytuleni do ściany przechodzimy skalną półeczkę .
V: Ręce mi zamarzają. Mam dwie pary rękawiczek, ale łańcuchy są zimne i mokre.
W: Ja tam zdejmuję rękawiczki. Wolę mieć zmarznięte ręce, ale pewniejszy chwyt.
V: Zimno!
W: Orla Perć zakręca w górę. My dochodzimy do ścianki z wbitymi klamrami .
V: Zzzimno!
W: Przechodzimy pod skalnym okapem. Kilka klamer, łańcuchy, a na dodatek z góry leje się strumieniami woda.
V: Zzzzzzzimno!!!
W: Musimy wytrzymać. To chyba koniec łańcuchów. Widzisz, tam już jest normalna ścieżka.
V: Zzzzzzzzimno...
W: Okazuje się jednak, że ścieżka urywa się pionową ścianką .
V: Miało już nie być łańcuchów... Nie idę dalej, dopóki nie ogrzeję choć trochę rąk.
W: Racja. Poczekajmy chwilę. Widzisz tam, to południowa ściana Zamarłej Turni, najsłynniejsza chyba ściana wspinaczkowa w Tatrach . Cholera, obiektyw cały mokry; nie wiem, czy w ogóle cos z tych zdjęć wyjdzie.
V: Zzzzzzimno mi...
W: Przestań mi tu płakać, przecież musimy iść dalej.
V: No wiem, ale mi zimno...
W: Ścianki są nieprzyjemne - strome, śliskie, gładkie.
V: Wreszcie zwykła ścieżka. Zdejmuję ociekające wodą rękawiczki, idę z rękami w kieszeniach polaru, czuje, jak wraca czucie w palcach.
W: Pusta Dolinka.
V: Rumowisko. Przez deszcz i mgłę wygląda jeszcze bardziej dziko.
W: Ale super blok, jak stół. Właź, zrobię ci zdjęcie .
V: Dochodzimy do niebieskiego szlaku z Zawratu, przy Wielkim Stawie, którego oczywiście nie widać.
W: Mijamy szlak na Kozi Wierch, potem na Krzyżne.
V: Drugi spotkany dziś turysta. Nie, turystka.
W: Mamy juz serdecznie dość tego cholernego deszczu.
V: Daleko jeszcze do schroniska? Bo nic nie widać .
W: Kilka minut. Mijamy leśniczówkę.
V: Dochodzimy do Przedniego Stawu. Schroniska nie widać, ale czuć już zapach dymu.
W: Widać kontur.
V: W środku jest cudownie ciepło. Wieszamy totalnie mokre kurtki na jakims haku, wykręcamy rękawy polarów. Ufff! Znajdujemy miejce w zatłoczonej i gwarnej jadalni, zjadamy "obiad", popijamy kawą z termosu. Zagrzewamy się powoli. Obok jacyś ludzie snują plany wyprawy na Orlą Perć.
W: Pomarzyć zawsze można.
V: Trzeba wyjść z ciepłego wnętrza na zewnątrz. Najgorszy moment.
W: Wszystko mokre i lodowate, nawet buty zaczynają przemakać.
V: Zzzzzimmmmnnno...
W: Chodź szybko, to się rozgrzejemy.
V: Co ty tam jeszcze robisz?
W: Muszę wysłać mamie sms-a, bo przeczytała, że TOPR odradza wyśjcie w góry i teraz sie martwi.
V: Szybko schodzimy do Doliny Roztoki. Znam już w miarę ten szlak, od razu się lepiej idzie.
W: Nie pytasz co chwila, czy daleko jeszcze.
V: Trochę ludzi mijamy, pogoda jak widać nie zniechęciła wszystkich.
W: Wodogrzmoty. Jest mi coraz zimniej, mimo że maszerujemy raźno.
V: Ileś godzin zasuwamy, do tego mokrzy od stóp do głów. Rezerwy się wyczerpują.
W: Droga się dłuży jak zwykle, wreszcie Palenica, bus.
V: Para unosi się z nas kłębami. Zagrzewamy się ciut - i znowu trzeba wyjść na zewnątrz.
W: Przez Krupówki idziemy szczękając zębami.
V: Ale jak!
W: Czekamy na autobus. Jest.
V: Po drodze karkówka i grule w "Siuchajsku".
W: Od razu lepiej.
V: W "domu" szybko pod ciepły prysznic. Nie mamy ciuchów na zmianę, więc wskakujemy pod kołdrę.
W: Bosko...
V: Co robimy jutro?
W: Przy takiej pogodzie Przełęcz pod Chłopkiem raczej odpada. Czyli plan "B".
V: Tatry Zachodnie?
W: Tak. Starorobociański Szczyt. Może być?
V: Pewnie.

by v&w

powrót do listy tras