na Grzesia zimą
(25 lutego 2012)

Siwa Polana Dolina Chochołowska Polana Chochołowska Grześ (powrót do Siwej Polany tą samą drogą)


otwórz mapkę w nowym oknie

trasa: lekka, łatwa, obfitująca w widoki na Tatry Zachodnie.
czas (bez odpoczynków): ok. 6-7 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 20 km

  zobacz trasę (wizualizacja 3D)

  zobacz profil wysokościowy trasy

W: Wczoraj znów leniuchowanie i moczenie się w basenach termalnych w Bukowinie. Dawno już nie mieliśmy równie leniwego wyjazdu. A w górach to nigdy.
V: No ale jest zima, w góach brak warunków, wiatr urywa głowę. Wczoraj lał deszcz. A jesteśmy przecież tu z Krasnoludką. Ona nie jest jeszcze zafascynowana górami.
W: Wiem, wiem, po prostu nie nawykłem by co drugi dzień nic nie robić. Chyba jest halny, bo wiatr nie daje za wygraną a wyraźnie się ociepla. To powoduje że w górach musi być duze zagrożenie lawinowe.
V: Dziś jednak pogoda jest nieco lepsza, więc gdzieś mozemy iść.
W: Proponuję Grzesia, a jakby się dało to Rakoń i Wołowiec.
V: A może znów na ski-turach?
W: No moze... ale pomyśl, trzeba by podjechać do wypożyczalni, potem do Chohołowskiej... sporo czasu to wszystko zajmie.
V: No dobra, to chodźmy normalnie.
W: Ruszamy do Siwej Polany. W dolinie panuje zupełna pustka. Mijamy Huciska .
V: Droga Chochołowską jest zawsze długa i nudna, a widoków w zasadzie nie ma żadnych.
W: To prawda. Półtorej godziny marszu szybkim krokiem, by zaledwie dotrzeć do schroniska, skąd można zacząc dopiero jakąkolwiek wycieczkę.
V: Docieramy wreszcie na Polanę Chochołowską . Wyższe szczyty chowają się we mgle. Wiatr pędzi chmury jak oszalałe.
W: Chwlia odpoczynku w schronisku, coś przegryzamy.
V: Ścieżka jest pokryta wyślizganym zbitym śniegiem i gołym lodem. Może załóżmy raki?
W: To dobry pomysł. Idzie się szybciej i trudniej o upadek.
V: Wspinamy się bajkowo ośnieżonym lasem. O to jest znak który sama wymalowałam !
W: No tak, na poprzednim wyjeździe. Pamiętam!
V: Wiatr jeszcze się wzmaga, ale chmury się rozwiewają i nawet wychodzi słońce.
W: Po wyjściu z lasu przekonujemy się że raki są już bardzo przydatne. Wiatr wywiał puch i idziemy miejscami po lodoszreni albo i po lodzie. Bez raków byłoby niebezpiecznie. I ten wiatr... aż ciężko oddychać.
V: Twarz owijam chustą. Trzeba uważac by się nie odmrozić.
W: Upieram się, ze telefonem nakręcę kilkuminutowy film z samego wejścia na szczyt. Tak na pamiątkę. Ale niemal tracę czucie w dłoni. Nie ma co, kręcę kilka krótkich filmów, by potem w domu to zmontować w jeden (film z wejścia na Grzesia patrz tu)
V: Docieramy do szczytu . Rany boskie, ale wichura. Aż muszą przykucnąć.
W: Dochodzą jacyś inni turyści . Przekrzykujemy wiatr. Pora chyba szybko schodzić, nie ma co tu siedzieć. Jeszcze kilka zdjeć i ruszamy w dół.
V: Ze szczytu zjeżdżają narciarze. A mówiłam by iśc na ski-turach? Raz dwa bylibyśmy na dole.
W: Muszę przyznać ci rację. No ale nie mamy nart i mieć nie będziemy. Musimy po prostu iść w dół, do lasu, tam będzie ciszej.
V: W lesie robi się od razu przyjemniej.
W: Już bez większych problemów docieramy do Polany Chochołowskiej.
V: Patrz jakie ktoś tu porobił rzeźby ze śniegu!
W: Owszem, to ładniejsze niż zwykłe bałwany.
V: Wracamy drogą przez dolinę.
W: W pobliżu dawnego schroniska Blaszyńskich przecinamy... tak, tak, lawinisko !
V: Tu schodzą lawiny?
W: Najwyraźniej tym żlebem. Lawina połamała drzewa i zasypała drogę, ale została ona przetarta jakimiś pługami. Nie zauważyłem tego jak szliśmy w drugą stronę.
V: Nawet w banalnej Chochołowskiej można mieć pecha i zostać zasypanym...
W: Docieramy do Siwej Polany i wracamy na Krzeptówki.
V: Jutro powrót, nie ma sensu już iść w góry.
W: No nie ma sensu.
V: Ale ja pojadę jeszcze z mamą pojeździć trochę na nartach do Witowa.
W: Ja chyba odpuszczam. Tamte stoki są banalne i szczerze mówiąc nie chce mi się.

by v&w

powrót do listy tras