na Małołączniak, Kopę Kondracką i Giewont
(18 lipca 2005)

Gronik Dolina Małej Łąki Przysłop Miętusi Małołączniak Kopa Kondracka Przełęcz Kondracka Giewont Przełęcz w Grzybowcu Dolina Małej Łąki Gronik


otwórz mapkę w nowym oknie

trasa: dość łatwa, piękna widokowo, w dwóch miejscach szlak ubezpieczony łańcuchem
czas (bez odpoczynków): ok. 6 h
dystans (bez uwzględnienia różnic wysokości): ok. 14,5 km

  zobacz trasę (wizualizacja 3D)

  zobacz profil wysokościowy trasy

V: Czwarta rano. Dzwoni budzik. Autobus. Pociąg. Znowu autobus. Gdzie te góry, niecierpliwię się. Stąd już zwykle widać, odpowiadasz. Wpatruję się zaaferowana w horyzont. Nie bój się, nie ukradli, uspokajasz. Widzę! Zakopane. Patrz, to Giewont, cieszę się jak dziecko. No widzisz, nie ukradli, uśmiechasz się.
W: Chodź do busa, nie będziemy iść z plecakami. Jedziemy, jakiś korek. Który to dom? Jest. Wyrzucamy rzeczy z plecaków. Idziemy w góry, prawda? Jest 14, nie mamy zbyt wiele czasu. Może Dolina Małej Łąki, a jak będzie nam się dobrze szło, to na Małołączniak. Idziemy. Wodzisz zachwyconym wzrokiem dokoła. Jak pięknie, szepczesz. Wyżej będzie jeszcze piękniej, mówię.
V: Idziemy i idziemy ciągle przez las, wreszcie jakaś polana. Przysłop Miętusi, wyjaśniasz. Tamto to Kominiarski Wierch. Patrzę jak urzeczona. A te skały? Sprawdzamy na mapie. Idziemy dalej? Pytanie!
W: Teraz stromiej. Jak wyjdziemy z lasu, będzie przyjemniej. Łał! mówisz. Co to za dolina? Miętusia . Łał, powtarzasz ciągle. Coraz stromiej, więcej skał , kamienie obsypują się spod nóg. Słońce przypieka. O rany, śnieg w lipcu! śmiejesz się. Zrób mi zdjęcie, prosisz . Wyżej i wyżej.
V: Łańcuch! Ale super. Jestem przejęta jak małe dziecko. I ciągle pod górę. Daleko jeszcze ? Tam odpoczniemy, mówisz i pokazujesz zieloną trawkę gdzieś nad naszymi głowami. W dole jakieś łąki, lasy. Ledwo zipię. Wreszcie płasko. I widać już Giewont! Siadamy i jemy. Mój pierwszy górski posiłek! Dalej będzie już łatwo, mówisz. I znów pod górę, ale już łagodniej.
W: Zdobyłaś swój pierwszy dwutysięcznik! Zróbmy panoramę. Z tego słupka. Stoisz i radośnie chłoniesz wzrokiem widoki. To co, jeszcze na Kopę Kondracką? Która to? pytasz. Tamta . Blisko.
V: Trochę w dół, trochę w górę i jesteśmy na Kopie. Wieje. Słońce już nisko. Giewont widać jak na dłoni . Chcę tam iść!
W: No dobra, chodźmy. Ale tak w miarę szybko. Przełęcz Kondracka. Patrz, tu się schodzi do Doliny Małej Łąki, to tam skąd przyszliśmy, a tu do Doliny Kondratowej. Za 20 minut będziemy na szczycie. Skałki się osypują, trochę ślisko, uważaj, dalej łańcuchy . Wdrapujemy się na szczyt. Pusto! Pierwszy raz jestem na Giewoncie bez towarzystwa kolorowego rozgdakanego tłumu. Za dwie godziny zrobi się ciemno, zrobię Ci tylko zdjęcie i wracamy. Pójdziemy przez Grzybowiec. Mniej stromo. Dokąd dojdziemy? pytasz. Tam skąd wyszliśmy. Idziemy. Zupełnie sami.
V: Słońce nisko, idealne światło do zdjęć. Przystaję co chwila. To jest Wielka Turnia? Tak, wyjasniasz cierpliwie. No chodź, późno już, poganiasz mnie.
W: Wchodzimy do lasu. No gdzie ten szlak, jęczysz. Daleko jeszcze? Zaraz, już niedługo. Patrz, to już tam, skrzyżowanie ścieżek. Teraz jeszcze 15 minut. Ale piszą, że pół godziny, dziwisz się. Zobaczysz, że 15. O patrz, tędy szliśmy w górę.
V: Poznaję, tu już dziś byliśmy. Został kawałek asfaltem. Uff, moje nogi. Jeszcze jakiś obiad. Robi się noc.
W: Co robimy jutro, pytasz z wypiekami na twarzy. Zobaczymy, jak się będziesz czuła. Może wyżej? Świnica?

by v&w

powrót do listy tras